Burzowo

Nad miastem burza. Deszcz, na który od tak dawna czekałam. Może z pragnieniem, żeby zmyć z siebie ciężar tego wszystkiego, co przytłacza.

Codziennie coś się dzieje. Dzieci, zwłaszcza młodszy. Praca. Kryzysowe sytuacje jedna za drugą. Deficyt spokoju.

W tle telefony pana K., jak zintensyfikowany atak, zaplanowany na to, by mnie zmiękczyć, na nowo oswoić, namówić na spotkanie. A ja naiwna… Ten pierwszy telefon, rozmowa przez dwadzieścia minut, prawie zapomniałam, że poczułam się przez niego oszukana, trajkotałam o wszystkim, co się przytrafiło od ostatniej rozmowy, słuchałam jego trajkotania, perlistego śmiechu, żartów… Przez moment łudziłam się, że zaakceptował określone przeze mnie granice, że jest w stanie rozmawiać o niczym, śmiać się i po prostu cieszyć się wspólną rozmową. Tego samego dnia zadzwonił jeszcze raz i w trakcie, jak mi się wydawało, neutralnej rozmowy o dentyście i pracy, zadał bardzo bezpośrednie pytanie, proponując spotkanie w jednym celu. Odmówiłam. I powiedziałam, że szkoda jego czasu, że jeśli ma angażować swoją energię w namawianie mnie, to lepiej, by wykorzystał ją do czegoś innego. Powiedział, że nie szkoda mu czasu, że będzie nadal próbował mnie namawiać. Pożegnaliśmy się, gdy odbierałam młodszego ze szkoły, już nie pamiętam, kiedy tyle rozmawialiśmy. I póki nie padła ta propozycja, tak dobrze mi się z nim rozmawiało, jak kiedyś. I znów wracam do tego, że nigdy nie będzie już tak, jak wcześniej, że może właśnie reakcją na moje nie jest takie intensywne atakowanie mnie telefonami, rozmowami, by mnie jakoś zatrzymać.

Ciężko mi z tym, bo z jednej strony jego obecność, te rozmowy, wspólny śmiech – to działa na mnie uspokajająco, pozwala choć na moment znaleźć równowagę, a z drugiej, wciąż zderzam się z własna naiwnością, on wciąż rozczarowuje tym, że nie odpuszcza, a ja czuję się oszukana.

Staram się szukać oparcia w mężu, to też jest bardzo trudne, bo o ile czasem udaje mu się wspierać, powiedzieć coś, co dodaje otuchy i pozwala czuć się kochaną, to potem jego zachowanie sprawia, że całkowicie wątpię w jego miłość.

Z każdej strony huśtawka. Dzieci. Dom. Mąż. Praca. Pan K.

Brak stabilnego punktu, żebym mogła uchwycić się i, mając poczucie stabilności, ogarniać całą resztę. A ogarniać muszę, nawet, jeśli to tak strasznie trudne.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s