3 sekundy

Ciągle coś się dzieje, intensywnie, agresywnie, gwałtownie, staram się ogarniać, ale i tak często ryczę z bezsilności.

Odbieram czasem telefony pana K., może dlatego, że jeden odebrałam przypadkiem i potem czułam się zobowiązana do rozmowy. Wczoraj chciałam powiedzieć mu, że już się z nim nie spotkam. Miałam pół minuty na wejście do niego do pracy, powiedzenie mu o tym i powrót do samochodu, w którym czekał starszy. Weszłam, miał być w gabinecie, nie było go, sekretarki też nie, inni pracownicy poinformowali mnie, że właśnie wyszedł. Też wyszłam i wpadłam na niego, wchodzącego po schodach. Powiedział, że pięknie wyglądam. Wyglądałam. On też był elegancki. Weszłam, przywitałam się i powiedziałam, że muszę już wracać do auta, zapytał tylko, czy mam bieliznę i powiedział, że jutro zadzwoni. Wróciłam do samochodu z poczuciem, że w końcu to powiem, że już jestem gotowa, tylko okoliczności nie były sprzyjające.

Wieczór był strasznie ciężki i zapowiedział trudny poranek. Młodszy z bólem brzucha, starszy z buntem. Bez opcji ich obu w jednej przestrzeni kursowałam między jednym, a drugim domem. W końcu młodszy lepiej się poczuł, odwiozłam go do szkoły. Starszy spacyfikował własny bunt długą rozmową ze mną, też odwiozłam go do szkoły. W międzyczasie odebrałam telefon od pana K., by powiedzieć, że nie mogę rozmawiać. Oddzwoniłam z trasy. Rozmawialiśmy przez cały czas, z przerwą na moje odebranie telefonu od klientki. W drodze powrotnej też z nim rozmawiałam. Łącznie ponad godzinę. Mówiłam, że wczoraj chciałam mu powiedzieć, że się z nim więcej nie spotkam, że niszczy mnie każde spotkanie z nim. On mówił, że jego niszczy moja nieobecność,że za mną tęskni, że nic na to nie poradzi, że ja tak na niego działam, że wie, że ja też będę tęsknić. Mówiłam, że uwielbiam z nim rozmawiać, ale nie mogę się z nim spotykać, bo wszystko mi rozwalają takie spotkania. Odbudowuję stabilne relacje, a potem wszystko leci w drobny mak. Powtarzałam przez całą drogę moje „nie”, a on tłumaczył, na którym parkingu na mnie czeka, obiecywał, że mnie nie dotknie, że ja nie dotknę jego, chciał tylko skończyć w moich butach. Powiedziałam, że mogę mu je wrzucić do samochodu. On namawiał, ja odmawiałam. Mówiłam, że w takim razie nie powinnam była odbierać telefonów. Że brnę w ślepą uliczkę, a tego nie chcę. Że daję mu złudne poczucie, że spełnię jego oczekiwania. Mówił, że moja obecność go uszczęśliwi. Tłumaczyłam, że jednocześnie unieszczęśliwię samą siebie. Przekonywał, powiedział, że przecież jak obieca, że mnie nie dotknie, to dotrzyma słowa. Odparłam, że ja jemu ufam, ale nie sobie. Powiedział, że w takim razie chciałby mnie tylko przez minutę zobaczyć. Po prostu ujrzeć, bo tak długo nie będziemy się widzieć i nie będziemy ze sobą rozmawiać (poinformowałam go, że jutro wyjeżdżam). Parkowałam akurat, powiedziałam mu, gdzie stoję. On poprosił, bym poczekała chwilę, wysiadła z auta i przeszła kawałem dalej, bo na tym parkingu jest pełno kamer. Wysiadłam z auta, rozmawiając z nim. Podjechał po minucie. Wsiadłam do auta. Na pół minuty. Poprosił, bym zdjęła buty. Odmówiłam. Jemu wystarczyły trzy sekundy. Na kolanach miał niebieski ręcznik. Moje nie niczego nie zmieniło. Chciał na mnie patrzeć, chciał, bym patrzyła. Moje ciemne okulary nie zasłoniły zamkniętych oczu. Wysiadłam. Coś mówił, może pytał, o której jutro jadę do pracy, ale nie chciałam słyszeć jego pytań, jego głosu. Uświadomiłam sobie, że znów mnie okłamał, choć może nawet nie chciał tego zrobić. A może chciał. Może jest już tak mocno uzależniony, że nie miał na to większego wpływu. Patrzyłam na niego w kategoriach kogoś, kto nie potrafi się powstrzymać, błaga, bo to silniejsze od niego. Tyle tylko, że poczułam się jak przedmiot, wykorzystana do tego, by on mógł zrealizować swoją fantazję. W trzy sekundy. Zacytował kilka razy tę moją wypowiedź o trzech sekundach do setki, którą sformułowałam komentując pewną zabawkę. Nasze rozmowy są wypełnione cytatami wcześniejszych rozmów, odniesieniami, które tylko dla nas są jasne i jednoznaczne. To wszystko zbudowało jakiś klimat intymności między nami, trudny do zniszczenia jednym słowem, do zdemontowania z dnia na dzień. W tej długiej rozmowie tłumaczyłam, że jestem świadoma, że nie uporam się z tęsknotą z dnia na dzień, ale jeśli nie spróbuję, będę nadal dreptać w miejscu. A nie chcę tak dreptać. Spróbowałam. Lżej mi z tym, że to powiedziałam. Czuję się oszukana, ale, paradoksalnie, silniejsza. Znów mocniej odzywa się tęsknota, ale nie za nim, za tą utraconą relacją, która już nas nie łączy, za fajnym przyjacielem, z którym dobrze mi się rozmawiało. Który niczego więcej nie oczekiwał. Odpręża mnie słuchanie o jego koncertach, o problemach z samochodem, nowych nagraniach, trudnych sytuacjach w pracy, o drobiazgach, o muzyce, o czymkolwiek. Mogę oszukiwać samą siebie, ale to wszystko działało na mnie jak stabilizator we wszystkich sytuacjach, w których było mi tak trudno i niestabilnie. Paradoksalnie, choć on stabilizował mnie na moment, na dłuższą metę przyczyniał się do jeszcze większej destabilizacji. I nie wiem, jak sobie teraz radzić, kiedy wszystko się sypie, a ja rezygnuję z jedynego elementu, który, choć na chwilę, pozwalał poczuć grunt pod nogami. Chciałabym, by tym elementem stabilizującym był ktoś, kto jest na co dzień obok mnie. On chyba w końcu stara się przejąc taką rolę. Nie wiem, jak to wszystko się dalej potoczy. Jutro jadę do pracy. Wcześniej zgarniam starszego na siłownię. Po pracy wyjeżdżam. Mąż stwierdził, że ten wyjazd jest nam bardzo potrzebny. Sęk w tym, że on chce chodzić po górach, ja marzę o pływaniu i SPA. Może w drodze na miejsce znajdziemy złoty środek. Nasz wspólny i stabilny. Na dłużej, niż na trzy sekundy.

 

Jedna myśl na temat “3 sekundy

Odpowiedz na Oliwia Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s