Po nosie

Kiedy od dłuższego czasu próbuję samą siebie przekonać, jaka jestem samodzielna i jak sama ze wszystkim daję sobie radę, dzieją się takie sytuacje, które sprawiają, że czuję się kompletnie bezsilna i bardzo chciałabym, by obok był ktoś, kto zajmie się tym, co mnie przerasta. Pozornie są to drobne sprawy. Dziś znów samochód. Poranek, a w oponie nie ma powietrza. Mam jechać z dziećmi do szkoły, na zakupy, do lekarza… I nie wiem, czy złapałam gumę, czy wentyl nieszczelny czy cholera wie co, nie ma powietrza, sama sobie nie nadmucham w oponę, boli mnie brzuch, nie zmienię koła na dojazdowe, bo ledwo mogę się schylać, chciałabym, żeby był ktoś, kto podjąłby decyzję, czy jechać na najbliższą stację benzynową (jakieś 300m) i dopompować oponę, czy jechać do najbliższego serwisu opon (niecały kilometr), czy zmienić na dojazdówkę i jechać do mojego ulubionego serwisu (15 km). I siedzę, i płakać mi się chce, młodszy pojechał do szkoły autobusem, dzielny jest, starszy zbuntowany, ja nie mam siły na nic. Taka ze mnie samodzielna i zaradna istota. Wczoraj na dopompowanej oponie przejechałam 60 km autostradą, nic się nie działo, myślałam, że to po prostu powietrze zeszło, a nie, że opona jest uszkodzona. Dziś powietrza jest tak mało, że już sama nie wiem, co myśleć. A opony zmieniałam na letnie w minionym tygodniu. I jeździłam, nic się nie działo.

Idę wykopać dużego do szkoły, a potem będę się zastanawiać, co dalej. Do męża nie zadzwoniłam. Na odległość (50 km) i niezmotoryzowany zupełnie mi nie pomoże.

Właśnie sobie wymyśliłam, że powinnam mieć dwa samochody, obecny, mój cudny ślimaczek, i  drugi, też w automacie, jakiś malutki, do awaryjnych sytuacji.. Fantastyczny pomysł, lepiej wymyślać drugie auto, zamiast podjąć decyzję, co z tą oponą…

2 myśli na temat “Po nosie

  1. Ej, ale zapasowy samochód to wcale nie jest zły pomysł! A oponę spal 😉 Żartuję. Now – skoro wciąż nie stać nas na służbę – bo tylko służba jest na każde skinienie i we wszystkim pomoże – to może choć wierne drugie autko?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pewnie, że w takich sytuacjach chciałabym móc po prostu wsiąść do drugiego samochodu i nie przejmować się, czy zdążą naprawić… Co z tego, że wiem, jak zmienić koło, skoro śruby są tak mocno dokręcone, że nie jestem w stanie ich odkręcić, a z bolącym brzuchem nawet schylić się nie bardzo mam jak… Teść pomógł z kołem, wygrała opcja bliskiego warsztatu, ale i tak na dojazdówce, bo jak wyszłam z domu, to opona była już zupełnie nie do jazdy, wbiło się coś, co uszkodziło oponę, panowie naprawili, jeżdżę, ale stres jest, że za chwilę znów coś.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s