Osławiona sukienka i płaszcz

Okryta złą sławą niebieska sukienka Moniki Lewinsky omal nie doprowadziła do utraty prezydentury.

http://www.famous-trials.com/clinton/889-lewinskydress

Przypomniałam sobie o tej sukience, gdy wyjęłam mój skórzany płaszcz. Chciałam oddać go do renowacji, ale okazało się, że w pralni chemicznej zajmą się tylko skórzanymi elementami, a podszewkę muszę wyczyścić sama. Autorzy erotycznych powieści pewnie kompletnie nie zastanawiają się, jak ciężko jest usunąć plamy spermy z podszewki skórzanego płaszcza. Fantastyczna scena, ona wita go w pończochach, wysokich szpilkach i skórzanym płaszczu, on rzuca się na nią, potem następują opisy przeróżnych konfiguracji, a sperma ląduje na podszewce płaszcza, czego w opisach najczęściej już brakuje. I nie ma przepisu, jak usunąć te paskudne plamy. Mocne słońce, szczoteczka, woda, ja i nieszczęsna, poplamiona podszewka. Wyczyściłam, rozłożyłam na słońcu, a po chwili znów wylazły plamy. I tak kilka razy. Próbowałam na różne sposoby. Upał taki, że wszystko schnie błyskawicznie, w końcu się udało. Moja podszewka nie doprowadzi do impeachmentu. Na sznurze skórzany płaszcz, pończochy w motyle, pończochy czarne, czerwone, pasek do pończoch, wieszałam w takim miejscu, żeby nie rzucało się w oczy, na słońcu wszystko szybko wyschnie. Nie wiem, skąd ta nagła potrzeba prania, usuwania plam, może jak potrzeba pozbycia się resztek śladów pana K. z mojego życia. Może dlatego tak długo zwlekałam z upraniem płaszcza, że podświadomie chciałam zachować te ślady, jak Monica swoją poplamioną sukienkę. Na wszelki wypadek. Na wypadek tęsknoty. Na wypadek sama nie wiem czego.

Wciąż przypominają mi się różne sytuacje. Rozmawiamy, on mówi o służbowej imprezie, że w sumie kiedyś go to nudziło, teraz nawet bawi. Ja mówię, że będę wracać z pracy późno, że gdyby się nudził, może zadzwonić (może to podświadoma próba porozmawiania z nim, gdy będzie po alkoholu, skłonniejszy do szczerej rozmowy), ale on mówi, że będzie tam ze swoją kobietą. Koniec tematu. Życzę mu fajnej zabawy. Tyle tylko że ten nasz dialog ma miejsce dzień po tym, jak spotkał się ze mną, na pięć minut, kiedy wracałam z pracy zadzwonił, że jest na mojej trasie, że znalazł fajny zjazd, że tam na mnie czeka, że choć na chwilę, że nigdzie nie muszę odbijać, że zdążę (spieszyłam się wtedy bardzo), nie umiałam odmówić. Zjechałam. Cudne miejsce z widokiem na panoramę miasta, tę bardziej zalesioną, mniej zaludnioną część. Cztery minuty, podczas których on robił to, na co miał ochotę, na moją propozycję tradycyjne odparł „nie”. Piąta minuta na użycie chusteczek i przesiadkę na siedzenie kierowcy. Wracałam do domu w poplamionej sukience, on miał poplamioną koszulkę, nie zdążyłam mu o tym powiedzieć, bo zadzwonił telefon, a on odebrał. Jechał na ważne spotkanie. Zadzwoniłam po chwili i powiedziałam mu o tej koszulce, żeby się przebrał. Czułam się jak mucha złapana w pajęczynę, a potem porzucona. Bolało. Kolejne „nie”, niczym kolejny powód, by go kompletnie olać, a jednak w tej rozmowie następnego dnia jakbym zupełnie nie pamiętała tego uczucia upokorzenia, poczucia wykorzystania, jakaś część mnie miała nadzieję na rozmowę, spotkanie, to, co dla mnie było w tej relacji ważne. Dlaczego to, co bolesne, tak łatwo zaciera się w pamięci, pozwalając mi pakować się w kolejne niekomfortowe sytuacje?

Czemu nie potrafiłam zrobić sobie mentalnie (albo i na papierze) takiej listy wszystkich zranień, wszystkich chwil, kiedy poczułam się przez niego bardzo źle, by skutecznie chronić się przed kolejnymi ranami?

Może za mocno (a teraz gapię się w ekran i zastanawiam, czy przejdzie przez klawiaturę słowo, które przeszło przez myśl), może za mocno go kochałam…

Może teraz jest inaczej i dlatego jakoś łatwiej pamiętać o tych niefajnych aspektach naszej relacji.

Podszewkę wyprałam. Oddam płaszcz do pralni. Wróci jak nowy. Szkoda, że duszy tak nie mogę uprać. Wróciłaby piękna i błyszcząca, bez śladu plam i zagnieceń.

Cudownie świeci słońce. Pójdę na zakupy, a potem wyjdę z książką na huśtawkę, ciesząc się słonecznym popołudniem i udając, że wszystkie moje problemy przestały istnieć. Kawa. Czekolada. Książka. Huśtawka. Słońce. Ja. Prawie jak nowa. Prawie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s