Zamarzanie

Młodszy spadł z huśtawki. Wieczorna wyprawa na SOR. Po ciężkim dniu jeszcze taki stres. Dla mnie większy, niż dla niego, jego bolało, a ja wyobrażałam sobie, co mogło mu się stać i czego zaraz się dowiem po badaniach.

Ciężkie i nie do zniesienia są takie sytuacje, kiedy jestem w pracy, 50 km od domu, a on dzwoni, nieszczęśliwy, płacze w słuchawkę, przestraszony, bezradny, a ja, z tej odległości, przez telefon, nie jestem w stanie mu pomóc, robię, co mogę, ale wykańcza mnie ta bezsilność.

Czuję się coraz bardziej samotna i bezsilna. Przemęczona tak straszliwie, że nie wyobrażałam sobie nawet, że można czuć się tak zmęczonym. Jest mi strasznie zimno i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to zimno jest przede wszystkim wynikiem mojego poczucia osamotnienia, emocjonalnie zamarzam.

Mogę stawać na rzęsach, starać się, próbować, ale naprawianie relacji nie uda się, jeśli tylko jedna strona się w to zaangażuje.

Przez moment rozmawiałam w pracy z kolegą od sprzętu. Walczył z urządzeniami, mam nadzieję, że z dobrym wynikiem, zostawiłam go i musiałam już jechać. Fajnie było przez chwilę porozmawiać o sprzęcie, prezentacjach, o czymkolwiek, co oderwało od myślenia o bezsilności i emocjonalnym chłodzie.

Pan K. nadal nie zadzwonił. W weekendy nie dzwoni. Ale kiedy wróciłam z pracy i potrzebowałam się na moment położyć, nie poszłam do łóżka, położyłam się na kanapie, na której kiedyś byłam z panem K., zastanawiałam się przez chwilę, czy to może moja podświadomość szuka choć resztek jakiegokolwiek ciepła, czegoś, czym mogłabym się wesprzeć, by szybko zregenerować siły i nadal wszystko dźwigać.

Kiedy przez moment było tak straszliwie ciężko, zamarzyłam o tym, by choć na pięć minut spotkać się z nim, by przez te pięć minut zająć się czymś tak intensywnie, by, choć na moment, zapomnieć o wszystkim, co mnie przerasta i przytłacza. Jasne, ze świadomością, że po tych pięciu minutach rzeczywistość upomni się o mnie i stanie się jeszcze bardziej dotkliwa, a ciężar tych pięciu wykradzionych minut uczyni tę rzeczywistość zupełnie nieznośną.

Wiem, on nie jest lekarstwem na moje problemy. On ich nie rozwiąże. Ale ciągle jeszcze muszę sobie to powtarzać, na nowo uświadamiać, że jego obecność niczego nie ułatwia, nie rozwiązuje, nie zmienia.

Młodszy nie złamał kręgosłupa. Jest tylko bardzo mocno potłuczony. A we mnie mąż złamał jakieś resztki uczucia, coś, co próbowało zawalczyć o nas. Jest on. Jestem ja. Współistniejemy w jednej przestrzeni. Wymieniamy informacje, współpracujemy organizacyjnie. Ale nie jesteśmy ze sobą, nie jesteśmy dla siebie.

Zimno mi. Lodowacieję. Znajduję w sobie jeszcze na tyle ciepła, by ogrzewać nim dzieci, ale nie jestem w stanie ogrzać sama siebie. Jeszcze nie. Może kiedyś tego też się nauczę.

Jedna myśl na temat “Zamarzanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s