Poniedzielnie dzielnie i nie dzielnie

Robię śniadanie. Sama. Oni zajęci swoimi sprawami. Przynoszę do stołu nakrycia, serwetki, kolejne potrawy, napoje, dodatki, z każdym krokiem na trasie kuchnia-stół narasta we mnie bunt. Mam ochotę zrobić to śniadanie do końca, życzyć im smacznego i wyjść. Wsiąść w auto i pojechać przed siebie.

Przez moment ujrzałam w wyobraźni, jak wychodzę, zabieram ze sobą zapasowy telefon, którego numeru nie zna pan K., wysyłam mu obrazkową wiadomość- collage złożony ze zdjęcia nóg w pończochach, obrazka z cmentarzem i fotografii zegara, wskazującego określoną godzinę, potem jadę na cmentarz, zastanawiając się, czy po pierwsze odczytałby właściwie wiadomość, czy oddzwoniłby na nieznany numer, czy może wsiadł do samochodu i przyjechał. Wyobraźnia rozwinęła scenariusz tylko do momentu przyjazdu na parking. I nie wiem, co dalej. Może z obawy, że on by nie zareagował, nie przyjechał, albo oddzwonił i powiedział, że upadłam na głowę… Ale tak naprawdę to chyba dlatego, że bardziej potrzebowałam adrenaliny samego wymyślenia tej sytuacji, adrenaliny zastanawiania się nad jego reakcją, nad tym, co on pomyśli i poczuje. Ale tak naprawdę nie wiem, czy chciałabym rzeczywiście się z nim spotkać. Dziś. Wykradając czas rodzinnego śniadania, czy obiadu. Pięć minut w aucie, może trochę dłużej, bo zakładam, że przycmentarny parking byłby dziś bardzo oblegany, więc pewnie pojechalibyśmy do lasu, patrzyłabym na pojawiające się pierwsze jasnozielone listki na drzewach, ale nie umiem wyobrazić sobie naszej ewentualnej rozmowy, tylko czuję tę atmosferę pośpiechu, wiedząc, że gdyby nawet przyjechał, to bardzo chciałby szybko wrócić do dzieci, do mamy, do swojej kobiety, do swojego życia.

A ja dziś tak bardzo chcę uciec. I wiem, dlaczego moje myśli-dywersantki tak bardzo uciekają do niego. Źle mi. Pusto, smutno i samotnie. Robiłam to śniadanie w nadziei, że choć na moment połączy nas przy stole. Pudło. Młodszy najpierw stwierdził, że nie jest głodny. Starszy o coś się obraził i po minucie odszedł. Mąż zgarnął na talerz od razu dwie porcje, zupełnie nie zastanawiając się, czy ja, czy może któreś z dzieci też miałoby na to ochotę. Siedziałam skubiąc suchą bagietkę z kawałkiem pomidora. Piłam pseudo-kawę. Młodszy zmienił zdanie, zjadł trochę, chciał więcej, ale już nie było (mąż zjadł), rozmawiałam z młodszym już nie wiem, o czym, może o tym, że mi smutno, że nikt z nich mi nie pomógł przy robieniu śniadania.

Miałam ochotę pobiegać. Ale w grę wchodził tylko orbitrek i ćwiczenia na macie. Brakuje mi bieżni, siłowni. Poćwiczyłam pół godziny, może ta potrzeba biegu odzwierciedlała moją chęć ucieczki. Weszłam pod prysznic. Wyszłam z łazienki, poszłam do łóżka, w nadziei, że mąż się przyłączy. Wolał patrzeć w ekran, kiedy już miałam zamiar podnieść się i zająć obiadem, mąż przyszedł, nawet nie przeszedł na swoją stronę łóżka, pomyślałam, że pewnie dlatego, by szybciej wrócić do komputera. Przyszedł i nic. Tak zupełnie nic. Leżałam z zamkniętymi oczami i nadzieją, że zasnę, a sen to też jakaś ucieczka. Nie zasnęłam. Przytuptał młodszy. Głodny. Zrobiłam obiad. Dla młodszego jeden, dla męża drugi, dla starszego trzeci, zjedli, zanim przygotowałam jedzenie dla siebie, kiedy zauważyłam, że nie ma ich już przy stole, wzięłam tylko kawałek bagietki i jajko. Usiadłam przed laptopem, żeby sprawdzić repertuar kina. Dwa fajne filmy, jeden, na który moglibyśmy pójść z młodszym, na drugi – ze starszym. Na ten pierwszy za 50 minut, na drugi – wieczorem. Powiedziałam, o czym jest każdy z filmów, w nadziei, że mąż podchwyci temat i wyjdziemy. Ale on nadal patrzył w ekran, nie odczytał nawet wysłanej przeze mnie wiadomości z linkiem do artykułu, o którym rozmawialiśmy. Otworzyłam bloga. On, po kwadransie zaproponował oglądanie filmu w tv. Niezupełnie o to mi chodziło. Znów poczułam chęć ucieczki. Nie wysłałam żadnej wiadomości do pana K. Nawet nie pamiętam, gdzie położyłam zapasowy telefon. Dzielnie trwam, zgodnie z jakąś częścią mnie, która podjęła taką decyzję, ale też wbrew tej malutkiej buntowniczce, która tęskni, wcale nie jest dzielna, której chce się płakać, schować w skorupę-ślimaczka-samochód i ruszyć przed siebie, zrobić coś tylko dla siebie samej. Ale żeby to zrobić, musiałabym się dowiedzieć, czego tak naprawdę chcę.

3 myśli na temat “Poniedzielnie dzielnie i nie dzielnie

Odpowiedz na aksinia-kawa-pudelka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s