Takie babskie

Jadę  z mężem na zakupy. Rozchodzimy się, ja po dżem, on po owoce, nagle słyszę, że mnie woła, odwracam się.

Nie dostaję zawału, ale uczucie i tak jest dziwne.

Mąż stoi obok kobiety pana K.

Podchodzę do nich, witam się z nią, całujemy się na przywitanie. Bla, bla, co u nas, co u niej. W końcu mam okazję zapytać, co studiuje jej córka, ona pyta o święta, mówi, że zrezygnowała z wyjazdu do Włoch z bratem i mamą, bo musiałaby jechać sama, bez córki i bez swojego  „sublokatora, współlokatora, jak zwał, tak zwał” – kiedy słucham, jak ona ma problem, żeby go określić, uśmiech ciśnie mi się na usta, nie powiedziała „mój facet”, ale „mój sublokator”, mogła użyć wielu innych określeń, a wybrała takie.

Patrzę na nią, mierząc wzrokiem z góry na dół. Ma ładnie pomalowane oczy, mocno, może zbyt mocno wytuszowane rzęsy, wygląda na mocno spuchniętą, koszula, którą ma pod rozsuniętą lekko kurtką rozchodzi się przy każdym guziku, przez myśl przebiega, że może ona jest w ciąży, albo może po prostu tak utyła. Ale może jednak w ciąży, bo jej facet taki szczupły, atrakcyjny, a ona, jakby przejęła te jego wszystkie zrzucone kilogramy. Jest w spodniach. Miła, pogodna, długo rozmawiamy o niczym, w końcu ona się żegna, życzy nam wesołych świąt, idziemy, a ja nie mogę powstrzymać się od złośliwej satysfakcji, że chyba jednak wyglądam lepiej, niż ona.

Wracaliśmy razem do domu. Mąż powiedział, że to ona go zauważyła i przywitała się, mówił, że on jej nie poznał, przeszedłby obojętnie obok. Pytałam, czy też się zastanawiał, czy ona tak utyła, czy może jest w ciąży. Mąż stwierdził, że na ciążę to chyba za późno. Teoretycznie nie. Ale pan K. ciągle podkreśla, że na kolejne dziecko już za późno, choć żałuje, że ma tylko dwie córki.

Myślałam o tym, że jestem szczęściarą. Robiłam zakupy z mężem. Ona – sama, bo jej facet był u swojej matki. Spędzę święta z mężem, z dziećmi, z rodziną, nie muszę wybierać. Ona – zawsze bez kogoś. O moim mężu po prostu mówię „mój mąż”, czasem „mój facet”, jeśli ktoś zna nas oboje, to po prostu używam imienia męża. Nie muszę się zastanawiać, jak określić to, co nas łączy.

Coraz bardziej podobam się sobie bez nadmiarowych kilogramów, dobrze mi z tym i czuję satysfakcję z efektów własnej pracy.

Jakoś tak zawistnie, a może z satysfakcją, tak przyszło mi do głowy, że zupełnie po babsku (jakby to była typowa cecha kobiet) zrobiło mi się jakoś lepiej na myśl, że wcale nie muszę czuć się gorsza od niej. Niech sobie pan K. będzie z nią, niech ona nosi spodnie i dodatkowe kilogramy. Ja będę nadal nosić wzorzyste pończochy i będzie mi lekko bez dodatkowych kilogramów, bez majtek i bez toksycznej relacji z panem K.

Przez myśl przebiegło jeszcze zastanawianie się, po co, dla kogo on się tak zmienia. Dla niej? A może, tak jak dziesięć lat temu, wymienił żonę na młodszy model, teraz też przygotowuje się do kolejnej wymiany i może nawet już spotyka się z następną kobietą.

Nie ma znaczenia. Chłopcy oglądają jakiś film z mężem. Mam nadzieję, że szybko usną i będę mieć męża wieczorem tylko dla siebie.

Paradoksalnie, kumulacja ostatnich problemów sprawiła, że więcej ze sobą rozmawiamy, razem odreagowujemy śmiechem, wymyślając niestworzone historie lub potencjalnie nierealne, ale zabawne rozwiązania tych problemów. To wszystko jakoś nas spaja i jednoczy. Może właśnie tego mi teraz trzeba.

Nie wiem, dlaczego tak się stało, że ją dziś spotkaliśmy. We wszystkim widzę jakiś cel, wszystko ma swoją przyczynę. Zastanawiam się, do jakiej refleksji miało mnie skłonić to spotkanie, do wyleczenia się z poczucia niższości na pewno. Może także do tego, bym bardziej doceniła to, co mam.

Doceniam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s