Różane

W powietrzu unosi się zapach perfum. Przez chwilę zastanawiam się, skąd. Pamiętam, wczoraj nakładałam balsam perfumowany na nogi. Spodnie przesiąknęły jego zapachem?

Zlecenie do pracy oddane.

Zlecenie prywatne oddane. Nawet udało mi się wynegocjować dobrą stawkę, teraz mam wrażenie, że może nadal trochę poniżej wartości, ale lepsza o 50% od stawki wyjściowej, więc dla mnie ogromny sukces.

Dzieci w szkole.

Bałagan w domu.

Od rana walczę z jakimś wirusem jelitowym, mam dreszcze i marzę o zakopaniu się w łóżku, ale ciągle coś jest do zrobienia, telefony z pracy, klient po odbiór zlecenia, faktura do wydruku, odpisywanie na ważne maile. Bałagan musi poczekać. Ale po tym, jak rano nie mogłam znaleźć okularów młodego, a potem, jak je znalazłam i wróciłam ze szkoły, z przerażeniem odkryłam, że dokumenty klienta nie leżą tam, gdzie je zostawiłam wczoraj (bo szukając okularów wszystko przekładałam w popłochu), pomyślałam, że jak tylko ogarnę pracę, ogarnę bałagan.

Nie pamiętam, kiedy polubiłam zapach róż, różanych perfum, różanych kosmetyków. Jasne, większość to syntetyczne zapachy, teraz pamiętam róże przywożone przez rodziców z działki. Były jakieś takie marne, kolorystycznie średnio atrakcyjne, ale miały ten cudowny zapach, który rozchodził się po całym domu.

U teściów nie mogę ścinać kwiatów do wazonu. Kiedyś mały zerwał dwa żonkile (mamy kilka sporych kępek, a z każdą wiosną rozrastają się coraz bardziej), nasłuchał się wtedy od babci, że nie wolno, że kwiaty są po to, żeby ładnie na dworze wyglądały (jasne, bo sąsiedzi patrzą i tylko liczą, ile tych żonkili na rabatkach)… Czasem kupuję sama kwiaty, żonkile, tulipany, drobne goździki, róży raczej nie kupuję, jakimś smutkiem wypełnia mnie patrzenie, jak więdną. Przy żonkilach czy goździkach nie czuję tego bólu.

Pierre Ronsard pisał do Mignonne o róży i o przemijaniu. Patrząc na róże dookoła jego domu w Tours zastanawiałam się, czy ludzie mają dziś czas zatrzymać się w ogrodzie nad kwiatem i dostrzec podobieństwo między nietrwałością różanego piękna, a ulotnością ludzkiej urody, kruchością życia. Ciągle w biegu.

Na oknie sypialni, która jest też moim gabinetem, mam storczyki. Cały czas kwitną. Dla mnie dziwne, bo ja potrafię zamordować nawet plastikową roślinkę z akwarium, a storczyki nie dają się. Zaczęłam od białych, pierwszego dostałam od sekretarki odchodzącej na emeryturę (do dziś mi jej brakuje, choć cieszę się, że nie ona jest sekretarką w czasach, kiedy ja już nie dyrektoruję, a nowa szefowa ma inne wymagania), potem żegnała się odchodząca ekipa, też białym storczykiem. A kiedy mąż połamał tego od sekretarki, wkurzyłam się na niego ogromnie. Gdy wrócił z pracy nagadałam mu, że powinien był wrócić z nowym storczykiem, w ramach rekompensaty. Po kilkunastu dniach, przy jakiejś okazji, przyniósł kolejny biały kwiat. A następne już nie są białe, teść wyrzucił storczyki na śmietnik. Przechodziłam obok, zgarnęłam kwiaty (kilka liści i rachityczne korzonki), reanimowałam je przez długi czas, z trzech przeżyły dwa, udało się, zakwitły maleńkimi, różowymi kwiatami. Następnego sama zabrałam do siebie, nie czekając, aż go wyrzucą. Przekwitł, ale na pędach pojawiły się nowe sadzonki, trzy. Jedna z nich zakwitła, zanim zdążyłam kupić doniczki i ziemię. Rozsadziłam je. Dwie już kwitły, na trzecią czekam, a sama roślina-matka też wypuściła dwa ogromne pędy z mnóstwem kwiatów. Ciemnoróżowe. Ostatniego wypatrzyłam w jakimś markecie, na wyprzedaży, jeszcze ma kilka kwiatów, ale chyba nikt o niego nie dbał, bo opadły mu pąki, które nawet nie zdążyły się rozwinąć. Ma inny kolor, niż te, które już mam. Ciemnofioletowy. Zobaczymy, jak się zaaklimatyzuje na oknie.

Lubię na nie patrzeć, może dlatego, że są trwalsze, niż róże, że bardziej odporne, że ja chciałabym być taka odporna, twarda, padać i powstawać. Kwitnąć.

2 myśli na temat “Różane

  1. Moje wszystkie próby hodowania kwiatów spełzły na niczym. Ale to dlatego, że mam za dużo kotów i za dużo słońca latem 😉 Koty lubią przekopywać ziemię, jedna uwielbia spać w doniczkach a latem słońce tak grzeje, że wystarczy raz zapomnieć podlać i już koniec. Ale może jeszcze kiedyś coś sobie wyhoduję 😀

    Polubienie

    1. Skoro ja coś wyhodowałam, to Tobie tym bardziej się uda 🙂 Wasze koty mają się dobrze, a z kwiatami jest jeszcze łatwiej. Co do kotów – młodszy uwielbia, ja też, ale nie możemy mieć ani jednego (teściowie…), nawet mąż przekonał się do kotów i gdybyśmy tylko mieszkali sami, na pewno koty mieszkałyby z nami… Co do kwiatków – ja potrafiłam każdą roślinę wykończyć, nawet kaktusy, a te storczyki to jest mega zaskoczenie, rosną, oporne na moje zapominanie, teoretycznie raz na dwa tygodnie powinnam je wstawiać do wiaderek z wodą na dwie godziny. Tak, wstawiam, czasem raz na miesiąc, bo nie ma kiedy, albo zapominam. Za to okno w sypialni pasuje im genialnie, wysokie tuje zasłaniają słońce i wpada go akurat tyle, ile kwiatom trzeba. Wszystkie inne okna mam od południowego wschodu, nic nie zasłania słońca i tylko jeden kaktus tam daje radę, ale latem i tak muszę na niego uważać, bo słońce go po prostu spala.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s