Śródnocnie

Siedzę nad tabelkami, kompletnie nie mam wizji całości, brakuje mi danych. Nagle pojawiła się myśl, żeby zacząć inaczej, od elementów, które mam, uporządkować je, zestawić, a w miarę, jak będę otrzymywać kolejne dane, da się wszystko uzupełniać.

Takie popołudnie rodzinne, spotkaniowe, dzieci bawiące się razem, żarty przy stole.

U fryzjerki, gdy weszłam i zdjęłam płaszcz, dziewczyny zauważyły, że bardzo schudłam.

Na imprezie rodzinnej też zauważyli.

Może dlatego, że rzadko się widujemy, a ci, którzy widzą mnie na co dzień, nie mają porównania, stopniowo ubywa mi kilogramów, ale bardzo powoli. Kiedy waga się zatrzymuje, mówię sobie, że utrwala się to, co udało mi się osiągnąć. Cierpliwie czekam. Wiem, że najtrudniejsze są ostatnie kilogramy i utrzymanie wagi. Ten etap wciąż przede mną.

Nie mogę się skupić na tabelkach. Jutro, a, to już dziś, muszę wcześnie wstać, ogarnąć tabelki, przesłać dalej. Fajnie mieć dużego w domu, młodszy już śpi, duży gada z kolegami na skypie. Pewnie ja, gdybym miała w jego wieku takie możliwości, robiłabym podobnie. Choć w podstawówce nie miałam dobrych kolegów, ale w liceum przegadywalibyśmy całe noce, trafiłam na niesamowitych ludzi.

W szafie wciąż wisi sukienka, którą miałam na sobie, kiedy pierwszy raz, w jego aucie…

Mieszczę się w nią, ale pamiętam, że wtedy sukienka na mnie wisiała, taka luźna, a ja dobrze się w niej czułam. Znów chciałabym ją założyć. Pójść w niej do pracy, do biblioteki, po prostu chodzić w niej, to była pierwsza sukienka, w której poczułam się kobieco, swobodnie, szczęśliwa we własnym ciele, z sobą samą. Może tamto uczucie chciałabym odnaleźć, a sukienka jest tylko pretekstem.

Kiedyś lubiłam pracować w nocy. Zasypiałam razem z dziećmi, a potem wstawałam, po północy, siadałam i pisałam, byłam w stanie ogarnąć dzieci, przedszkole, dom, pracę, na pewno dzięki ogromnej pomocy dziadków, ale jakoś się to wszystko układało.

Teraz ciągle mało mi mnie samej dla siebie samej. Czuję, że potrzebuję być jednocześnie w kilku miejscach, trudno mi wybrać, gdzie jestem najbardziej potrzebna, wydaje mi się, że wszędzie.

Mam nową grzywkę. Wyszłam niezbyt zadowolona, bo ta grzywka też żyje własnym życiem, ale im dłużej na nią patrzę, im dłużej jesteśmy razem, tym bardziej ją lubię.

Może grzywka też jest elementem maskującym. Znów chcę ukryć kawałek siebie.

A najchętniej ukryłabym siebie całą.

Gdzieś pod tą grzywką jestem prawdziwa ja. Ale coraz mniej chcę, żeby ktokolwiek miał dostęp do moich słabości, do tej prawdziwej mnie, której czasem się boję, o którą się boję, delikatnej i silniejszej, niż mi się samej wydaje.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s