Pączki

Mijając cukiernię lub stoisko z pączkami zawsze myślę o moich chłopcach, każdy lubi coś innego. Młodszy takie z kolorową posypką lub czekoladową polewą, starszy z lukrem o idealnie gładkiej powierzchni, mąż – wiedeńskie. Ja w sumie nie lubię pączków. Bardzo rzadko decyduję się na klasycznego, z cukrem pudrem lub lukrem, najlepiej z różanym nadzieniem.

Dziś robiłam zakupy, przechodziłam obok pączków. Spakowałam dla dzieci. Dla męża. Młodszy poinformował mnie, że tych z posypką już nie lubi, że teraz tylko czekoladowe. Na męża czeka wiedeński. A ja zastanawiam się, dlaczego kupiłam tego pączka. Czy z miłości, z takiej wewnętrznej chęci sprawienia mu choć drobnej przyjemności, z poczucia winy, a może po prostu z przyzwyczajenia. I trudno mi uwierzyć w to ostatnie.

Cały czas jestem na emocjonalnej huśtawce.

Wczoraj, po telefonie pana K., psychicznie zaczęłam się nastawiać na nieodbieranie telefonu w poniedziałek, na porozstaniową żałobę, na układanie życia bez niego.

Jednocześnie czułam, że mąż stał się kimś obcym, obojętnym.

Dziś ranek jakoś ogarnęliśmy, do szkoły tylko z maleńkim poślizgiem, obaj w aucie, współpracujący, bez kłótni. Kolejna rozmowa w szkole, dla mnie w kółko o tym samym, a podtekstem, abym sama rozwiązała wszystkie problemy, a najlepiej zniknęła z nimi z tej szkoły. Niby wspierają, ale jest ciężko.

Próbowałam ogarnąć zlecenie do pracy. Też ciężko. Jednym uchem słuchałam serialu. Niewiele zrobiłam. Pojechałam na spotkanie. W międzyczasie zadzwonił mąż. Nie pamiętam dokładnie, kiedy zadzwonił. Chyba byłam wtedy w aucie. Pytał, dlaczego nie dzwonię, mówił coś o urodzinach swojej mamy. Nie wszystko docierało. Taka sucha wymiana informacji.

Na spotkaniu usłyszałam, że – nie pamiętam dokładnego określenia – opuściłam związek, wyszłam z tej relacji? Emocjonalnie z tego wyszłam?

Że bardziej od poczucia odrzucenia ze strony dzieci czy męża boli mnie poczucie odrzucenia przez pana K., poczucie, że nie jestem dla niego ważna.

Miałam ochotę zaprzeczyć, ale nie było na to czasu. Powiedziałam tylko, jak bardzo on starał się dać mi odczuć, że moja opinia jest dla niego ważna. Ale że dla mnie to było jak manipulacja, że wcale moje zdanie dla niego ważne nie jest, ale on chciałby, abym wierzyła, że tak jest.

Myślałam sobie, że jestem tak mocno zamotana, uzależniona, że ostatnie, co można by o mnie powiedzieć, to stwierdzenie, że wyszłam z tej relacji. Chyba, że chodziło o relację z mężem. Teraz już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. W każdym razie wracałam do domu z przekonaniem, że będę o siebie walczyć, o siebie dla siebie. Że wytrwam, uodpornię się i dam radę.

Dostałam sms od kolegi, który wczoraj mi pomagał. Napisał długi tekst, wspierająco-komentujący, w odniesieniu do sytuacji w pracy, ujęło mnie to, że zwrócił uwagę na moje prace, że docenił je, myślałam, że pracując nad sprzętem w ogóle nie zwracał uwagi na to, do czego mi ten sprzęt potrzebny, a on pisał, że fajne rzeczy robię, że szkoda, że nie możemy częściej i więcej takich projektów realizować, że to są fantastyczne pomysły. Bardzo mi było przyjemnie to czytać. Chciałam mu podziękować za miłe słowa, wiem, że od niego mogłabym się wiele nauczyć, ja stawiam pierwsze kroki w dziedzinie, którą on oswajał wiele lat temu, a na pewno sam też miał wtedy całe mnóstwo pomysłów, do których moglibyśmy teraz wrócić. Nie bardzo umiem pisać smsy w czasie jazdy. Łatwiej mi oddzwaniać, bo zestaw w aucie jest rewelacyjny (za każdym razem, kiedy z niego korzystam, upewniam się w przekonaniu, że to był trafiony wydatek). Oddzwoniłam. Kolega zastanawiał się, czy to ja do niego dzwonię, czy on do mnie. Wyjaśniłam, że wolę dzwonić, niż pisać. A on rozgadał się, powiedział jeszcze raz to, co napisał, dodał parę informacji, gadał, gadał, szedł w deszczu po rynku swojego miasta, ja jechałam, też w deszczu, słuchałam, przytakiwałam, w końcu on pożegnał się, mówiąc, że właśnie wchodzi na spotkanie i że już jest spóźniony. Uświadomiłam sobie, że zadzwoniłam do niego, żeby porozmawiać, a w sumie wysłuchałam jego monologu, o sobie powiedziałam tylko, że jadę po dziecko i że mam nadzieję, że dziś będzie lepiej. Wybierałam jego numer z jakąś nadzieją, że rozmowa oderwie na chwilę od rzeczywistości, że jakoś pomoże, coś zmieni, nie wiem, jakbym po prostu potrzebowała z kimś porozmawiać, a nie chciałam rozmawiać z mężem, nie mogłam rozmawiać z panem K. i podświadomie szukałam jakiegoś substytutu. Przez moment chciałam poprosić kolegę o pomoc przy zleceniu-gigancie, ale jakoś nie odważyłam się tego zrobić. Nie lubię pracy zespołowej, chyba, że ktoś inny dzieli pracę, a ja odpowiadam tylko za swoją konkretną część.

Kiedy robiłam zakupy i czekałam na dzieci, zadzwonił mąż. Zaproponował wspólne wyjście wieczorem. Wyjazd do miasta, w którym pracuję (jasne, tylko 50 km od domu), może kino, coś razem, może razem z młodszym. Przypomniałam o gigantycznym zleceniu, o urodzinach jego mamy, powiedziałam, że nie wiem, co odpowiedzieć. Poprosił, bym się zastanowiła.

Odebrałam dzieci ze szkoły, przyjechaliśmy do domu. Zadzwonił telefon. Nie zdążyłam odebrać, ale słuchając dzwonka, odniosłam wrażenie, że to mąż dzwonił, chciałam do niego oddzwonić, ale kiedy wzięłam do ręki telefon, wyświetlała się informacja o nieodebranym połączeniu od pana K. Oddzwoniłam. Maksymalnie zaskoczona, przecież miał nie dzwonić. Przecież ja miałam nie odbierać, nie oddzwaniać.

Odebrał, powiedział, że już się pakuje, że wszystko ogarnął i wraca do domu. Powstrzymałam się od zapytania, czy nie będzie miał trzech koncertów po drodze (dwa dziś, jutro trzeci), bo w necie mignęło mi zdjęcie zespołu, na którym go nie było, może faktycznie grają te koncerty bez niego.

Powiedział, że planował do mnie zadzwonić z trasy, ale jakiś kolega chce z nim razem jechać, więc nie będzie jak rozmawiać. Pakował się, mówił, że się spieszy, że na spokojnie w poniedziałek zadzwoni, że tak teraz to tylko ma chwilę, bo musi lecieć. Powiedziałam, że cieszę się, że jednak zadzwonił, bo nie spodziewałam się, przekonana, że odezwie się dopiero w poniedziałek. On pożegnał się krótkim pa, ktoś akurat wszedł do jego pokoju i też się z nim żegnał. Rozłączyłam się, zupełnie wybita z drogi, na którą – wydawało mi się – dopiero co wstąpiłam.

Powinnam zmienić dzwonki w telefonie, ten od męża i ten od pana K., są zbyt podobne. Dwie piosenki tego samego wykonawcy. „Did I ever love you” i „In my secret life”, bo tak, bo akurat takie mi do nich w pewnym momencie pasowały. Zmieniłam te dzwonki kilka tygodni temu, ale już czuję intensywną potrzebę ponownej zmiany.

I już sama nie wiem, jak to jest, że nie widzę żadnego argumentu, który przekonałby mnie, że jego obecność w moim życiu jest konieczna (poza moim uzależnieniem od niego, a może – sama już nie wiem – od seksu z nim, od eksperymentów, adrenaliny), a nie umiem go z tego życia wyprosić (ba, nawet nie umiałam napisać „wyrzucić”, jakby użycie tego słowa samo w sobie mogło go jakoś skrzywdzić). I jednocześnie, wczoraj miałam wrażenie, że mąż jest zupełnie obcym człowiekiem, a dziś rozważam propozycję wspólnego spędzenia czasu, zastanawiam się, czy może jednak coś do niego dotarło, czy może moja obojętność sprawiła, że uświadomił sobie, że wymykam mu się, że jeśli chce mnie zatrzymać, to musi coś zrobić, postarać się, zastanawiam się, czy dać mu szansę, czy ja tego chcę, by on się zmieniał, by mnie zauważał, nie wierzę, że może być tak, jak kiedyś, na pewno będzie inaczej, kto powiedział, że nie może być lepiej…

Ciężko jest budować od nowa, kiedy, nawet niechcący, porównuje się i te porównania nie są korzystne dla drugiej strony. Gdybym naprawdę niczego do niego nie czuła, to może jednak nie kupowałabym tych pączków, nie siliła się na jakąkolwiek rozmowę, nie mówiła, że się zastanowię. Może jakaś część mnie jeszcze go kocha, albo kocha choć maleńką jakąś jego część, tylko wciąż jeszcze nie mogę sobie uświadomić, o jaką dokładnie część chodzi.

Chcę coś zmienić. Bardzo. Na jutro umówiłam się do fryzjera, bardzo potrzebuję zmiany, ale też bardzo jej się boję. Jasne, włosy kiedyś odrosną, ale przez cały ten czas będę musiała ponosić konsekwencje złej decyzji. Jak w życiu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s