Wiosennie

Poranek intensywny, jak zwykle. Za oknem jasno, ptaki, koty. Tylko z łóżka trudniej jakoś było wyjść. Ogarniam dzieci, szkołę, mam jechać z dokumentami, dzwoni klient, prosi o pilną realizację, zapraszam go i wracam do domu. Kiedy kończę zlecenie, dzwoni mąż. Tłumaczę, że oddzwonię po zleceniu. Potem dzwoni pan K., mówię mu to, co mężowi. Oddaję zlecenie, wsiadam do auta i oddzwaniam. Najpierw do pana K. A on wprost pyta, dokąd jadę i czy znajdę dla niego czas. Mówię, że nie. Że tyle spraw czeka. A on po prostu mówi: „Jedź na ten parking. Ja już jadę”. Tłumaczę, że to zły pomysł, on zaprzecza. Walczę sama ze sobą. On pyta, jak wyglądał, czy dobrze się prezentował. Zapewniam go wiele razy, że wyglądał, rewelacyjnie, że w garniturze bardzo szczupło się prezentuje, że ładna koszula, że przeszycia na pasku pasowały do butów, o  jeszcze kilka razy pyta o moje wrażenia. W końcu stwierdza, że skoro mi się podobało, to pewnie jest ok. W jakiś sposób miło mi to słyszeć, choć podkreślam, że nie jestem obiektywna.On odpowiada, że wie o tym, ale i tak moje zdanie ma dla niego znaczenie. Przez ułamek sekundy upajam się nadzieją, że to dla mnie ta zmiana, że na moim zdaniu zależy mu najbardziej, choć doskonale wiem, choć czuję, że to nieprawda.

Zjeżdżam na parking, dookoła wiosenne porządki, panowie zgarniają suche gałęzie, liście, grabią, kręcą się po trawnikach i po parkingu. Znajduję miejsce pomiędzy samochodami, mówię mu, że duży ruch, a on rozłącza się, tłumacząc, że ma drugi telefon i zaraz przyjedzie. Wściekła gaszę silnik, przenoszę do bagażnika stos rzeczy spod siedzeń i mam ochotę odjechać, uciec, znów cała drżę, nie chcę, tak bardzo nie chcę i jeszcze bardziej nie umiem mu powiedzieć nie. Oddzwaniam do męża, mówię, jak minął poranek. Dzieci. Szkoła. Zlecenie. Papiery. Pa.

Pan K. przyjeżdża po chwili, wsiada do tyłu i każe mi się przesiąść. Zmieniam miejsce, a on mówi, że w piątek, jak mnie zobaczył, zaczął się zastanawiać, czy miałam na sobie majtki. Nie miałam. Powiedziałam mu o tym. Uniósł moją sukienkę, zdziwił się:

– a dzisiaj masz…

– myślałam, że pojedziemy i mi je zdejmiesz…

– a chcesz jechać?

– a ty chcesz?

Zdjął moje majtki, kiedy klęczałam na siedzeniu. Nie pojechaliśmy, kazał mi odwrócić się, poczułam we mnie jego język, delikatny zarost podrażniał wrażliwe miejsca, odlatywałam, a on przerywał i sprowadzał mnie na ziemię. Znów mnie zaskoczył czymś nowym, a myślałam, że już wszystko przerabialiśmy. Poprosił, bym znów usiadła na drążku skrzyni biegów. Usiadłam, drążek we mnie, czułam jeszcze jego palce, jego członek w moich ustach dławił moje krzyki. Ciągnął mnie za włosy, a ja, w jakiś niewytłumaczalny sposób, czerpałam z tego sporą przyjemność. Na moment, kiedy gładziłam dłonią jego udo, poczułam jego dłoń na mojej, dziwne uczucie, jakby jakaś czułość z jego strony, niezwykła, niespotykana, przyjemna, a jednocześnie niepokojąca, umacniająca przekonanie, że on mógłby mnie kochać, że mógłby czuć do mnie to, co ja do niego. Skończył w moich ustach. Założył bieliznę, skarpetki w czerwono-czarne paski, miał na sobie ciemnoniebieską, szaro-granatową koszulę w drobne kłosy i kurtkę, którą kupił na zakupach z córką. Włożył spodnie, zasznurował buty, przesiadł się na moment do przodu.

– Kiedyś się uodpornię – powiedziałam.

– Pewnie tak – odparł.

– Na ciebie się uodpornię. Nauczę się żyć bez ciebie. Ale teraz jeszcze nie umiem. A to takie cholernie trudne…

Wysiadł z auta, nic nie powiedział. Odpaliłam. Po kilkudziesięciu metrach przypomniało mi się, że jedzie na wizytę do dentysty. Zadzwoniłam, pytając, czy ma szczoteczkę do zębów, bo jeśli otworzy usta przed dentystką, ona pochyli się i poczuje mój zapach…

Podziękował za telefon, rozłączył się po kilkunastu sekundach, mówiąc, że jeszcze pojedzie do domu umyć się, przebrać i zjeść coś.

A ja pojechałam zawieźć dokumenty, przełykając łzy, wkurzając się na własną głupotę, brak asertywności, naiwność i sama nie wiem, na co jeszcze.

Słońce skryło się za chmurami. Na drzewach jeszcze nie ma pąków, ale ptaki ćwierkają na potęgę. Rano miałam taką wiosnę w sercu i w duszy, czułam, że jeszcze tylko dwa dni, a potem on wyjedzie, potem będzie łatwiej trwać w niespotykaniu się. Nie umiem sama przed sobą wytłumaczyć, czemu odebrałam ten telefon, czemu oddzwoniłam. Naiwnie łudziłam się, że on będzie chciał ze mną rozmawiać?

Nie zapytałam go, co by zrobił, gdybyśmy się spotkali na tym samym wyjeździe, w tym samym hotelu. Może nie ma sensu pytać, skoro ja i tak nigdzie nie jadę. A mój umysł (a może serce) snuje już wizję następnego wyjazdu, że może jeszcze będzie okazja.

Nie będzie. Nie pojechaliśmy strzelać. Nie pojechaliśmy na basen. Nie pojechaliśmy na szkolenie.

Znów wracam do przekonania, że on jest świetnym manipulatorem, potrafi przywiązać mnie do siebie, dać poczucie, że jestem ważna, wyjątkowa, że jemu zależy, że sama nie wiem, co jeszcze, ale skutek jest taki, że godzę się na wszystko, całkowicie uległa, podległa, bezsilna.

Za oknem coraz bardziej wiosennie, mimo chmur. A we mnie coraz mniej światła, żal do siebie samej, rozgoryczenie, rezygnacja.

Jeszcze sobie powtarzam, że dam radę, że może właśnie to był ostatni raz, taki wyjątkowy, niesamowity, bo ostatni. I chciałabym chcieć w to wierzyć.

2 myśli na temat “Wiosennie

  1. To ja wirtualnie dopinguję, żebyś znalazła w sobie siłę, aby to jednak był ostatni raz. Taki, który kiedyś będziesz miło wspominać, ale nie z utęsknieniem i żalem 🙂 Nie znam Cię, nie znam Twojej sytuacji – przeczytałam ledwie kilka wpisów – ale widzę, że nie jest Ci dobrze z samą sobą. Życzę więc, żebyś zdołała poukładać swoje uczucia (wiem, to cholernie trudne czasami) i podjęła decyzje, z których będziesz zadowolona 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za wirtualne wsparcie, na pewno się przyda. Właściwie to ujęłaś – nie jest mi dobrze ze sobą samą i nad tym przede wszystkim pracuję, coraz bardziej świadomie i, mam nadzieję, coraz bardziej skutecznie.

      Polubienie

Odpowiedz na voleursdutemps Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s