Co mnie

Co mnie złości – mąż zasypiający w okularach (milion razy prosiłam, by tego nie robił, oprawki drogie, a wykrzywiają się przy spaniu na nich…) – znów zasnął w okularach, mimo kolejnej prośby, by je odłożył…

Złości mnie własna bezsilność i brak umiejętności złoszczenia się na tych, którzy mnie atakują, albo przez których czuję się wykorzystywana, zaszczuta, którzy sprawiają, że mi źle. Formułuję moje argumenty w głowie, ale nie umiem ich zwerbalizować, obronić własnych racji.

Boli mnie, kiedy małemu trudno poradzić sobie z własną złością i ja staję się jej celem.

Ciężko. Przede wszystkim ze względu na poczucie osamotnienia w dźwiganiu tego, co się dzieje. Tego samego dnia wiele razy sama, przez łzy, powtarzam sobie, że już tego dłużej nie wytrzymam, że nie dam rady, nie mam siły. Po czym sama sobie, przez te łzy, powtarzam, że wytrzymam, dam radę. Ale jest strasznie ciężko.

Telefon zadzwonił dopiero wczoraj, ale nie mogłam odebrać. Oddzwonić mogłam, ale nie chciałam i nie oddzwoniłam.

Dziś rano jakoś podświadomie czekałam na ten telefon, ale on zadzwonił dopiero o 10:49, na pewno pamiętał, że na 11:00 mam umówione spotkanie, więc zakładał, że będę w aucie i odbiorę, albo będę już na miejscu i też odbiorę. Nie odebrałam. Krótko dzwonił. Nie oddzwoniłam. Jakaś część mnie tęskni za nim, odtwarza szczegóły naszych wspólnych chwil. Nie mogę.

Anulowałam rezerwację, a dziś przyszedł mail, że dostanę zwrot opłaty. Przyda się. To drogi hotel i te dwa noclegi sporo kosztowały, a musiałam opłacić je z góry. Warto było wykupić opcję pozwalającą na rezygnację w każdej chwili i całkowity zwrot kosztów. Pomyślałam sobie, że zwolniłam im jedynkę, która na pewno się przyda.

Nie chcę go słyszeć, bo boję się, że dam się namówić na spotkanie, że rozpłaczę się, a wiem, że go nie obchodzą moje problemy, moje sprawy. Złości mnie ten straszliwy kontrast między jego relacjami z dziećmi, a moimi. Nie chcę, nie umiem wysłuchiwać jego zachwytów nad córkami, chyba już nawet nie umiem cieszyć się z tego, że im się tak dobrze układa.

Jakby coraz mocniej docierało do mnie, że doszłam do tego momentu, w którym chciałam zostawić wszystko, by z nim być, ale zderzyłam się z rzeczywistością, bo on absolutnie nie jest zainteresowany byciem ze mną, ani zostawianiem czegokolwiek.

A potem, tak na chłodno, zastanawiam się, czy naprawdę chciałabym być z takim facetem, czy każdą chwilę spędzoną z dala od niego wypełniałabym lękiem i zazdrością, wizjami tego z kim i jak mnie zdradza…. Nie chcę. Ale coś takiego się zadziało, że chciałam z nim być, że pomyślałam, że chciałabym mieć go tylko dla siebie, czuć, że on chce mnie tylko dla siebie.

Nie chcę już analizować i babrać się w tym. Wiem, że z czasem będzie łatwiej, choć w uszach brzmi jego „co ze mną jest nie tak” – ten zarzut, że kiedy ja go odrzucam, to dlatego, że coś jest nie tak z jego strony. Wtedy zaprzeczyłam, ale dziś miałabym ochotę powiedzieć, że dużo jest nie tak, że on jest nie tak.

Włączył się budzik męża. Mnie działa na nerwy, a on nawet nie drgnął. Mijamy się. Ja idę spać. On wstanie. Mijamy się od dawna, już zapomniałam, jak smakuje seks z nim. Nie pamiętam, kiedy robiliśmy to ostatnio, miesiąc temu? Wiem, że teraz tak dużo się dzieje, że tak ciężko, ale tym bardziej go potrzebuję, a mijamy się. Zgaszę radio, które on zostawił, zdejmę mu okulary, powiem, że zadzwonił budzik i pójdę spać.

Może sama chcę się z nim mijać. Sama nie wiem. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni? Sama.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s