Nie chwal dnia… czy jakoś tak

To w temacie beztelefonowości. Najpierw jedno dziecko. Przełknęłam, z zamiarem poważnej, popołudniowej rozmowy. Potem szkoła, dziecko drugie, karetka, szpital, mała łapka w mojej dłoni i wiara, że dam radę, że wytrzymam. Z samochodu, w drodze do szkoły zadzwoniłam do męża. Wahałam się, ale potem zadzwoniłam,  powinien od razu wiedzieć. Nie wiem, czy było mi lżej, bo na miejscu decyzje musiałam podejmować sama, wbrew sugestiom męża, zgodnie z własną intuicją.

Pojawił się problem transportu. 80 km, a ja bez auta, zimno, noc… Nie chciałam nikogo prosić o pomoc, wolałabym wziąć taksówkę, mama zasugerowała siostrę.

Ja kilka razy pomyślałam o panu K. Znów jestem w takiej sytuacji, że muszę poprosić o pomoc, a on wydaje mi się jedyną osobą, która mogłaby zrozumieć, nie zadawałaby pytań, nie oceniała… Nie zadzwoniłam do niego. Mały go zna. Dla niego to mogłaby być całkiem naturalna sytuacja, że pan K. nas wiezie, kiedyś już z nim jechaliśmy. Ale dla pana K. to by nie było zupełnie naturalne. Miałby problem, żeby to wyjaśnić swojej kobiecie, byłej żonie, dzieciom, mamie, że nagle rzuca wszystko i jedzie te 80 km w jedną stronę po mnie.

Ciężko mierzyć się ze świadomością, że nie mam nikogo innego, kogo mogłabym poprosić o pomoc. Tym bardziej czuję, że muszę żyć w poczuciu, że sama sobie dam radę. Że udźwignę.

Śpią. Obaj. Równo oddychają, nie chrapią.

Przypisuję ucisk w klatce piersiowej stresowi i wbijającemu się biustonoszowi (choć dobrze wiem, że jest trochę za duży, bo znów schudłam).

Przypomniał mi się sen, ten koszmar z krwotokiem, teraz patrzę na niego jak na zapowiedź dzisiejszych wydarzeń. Czy mogłam im jakoś zapobiec? A może tylko mogłam się przygotować, żeby znieść, przyjąć, zaakceptować…

Przede mną niecałe pięć godzin snu, ciężki dzień w pracy, trudna decyzja do podjęcia (zawalić dodatkowe rzeczy w pracy, za które wcale nie odpowiadam, wracając jak najszybciej do dzieci, czy po prostu zostać, ufając, że wszystko jakoś się poukłada).

Małemu będzie jutro strasznie trudno. Wolałabym być blisko, na odległość kilku minut autem od szkoły. Będę o 50km dalej. Ale myślami przy nim.

Mam dość poświęcania siebie i jego dla pracy. Znów myśl o tym, by odejść. Nie mam jeszcze pomysłu, co dalej, mogłabym zająć się promocją firmy mamy, ale to nie jest wielka praca, nie bardzo wpisuję się w profil firmy, mogę sprzątać, ogarniać korespondencję, telefony, papierologię, usprawnić bazy danych czy pozbierać informacje w tabelki. Ale nic więcej. Nie przekwalifikuję się, choć właśnie to przyszło mi w tej chwili do głowy. Nie dam rady zrobić dwuletniej szkoły, dającej jakiekolwiek przygotowanie i uprawnienia w tej materii. Nie wiem, co chcę, co mogę robić, ale wiem, że chcę wybierać dzieci i siebie. Moja praca nie daje mi już tego, co kiedyś, nie jest tak przyjemna i zadowalająca, bardziej stresuje, wykańcza, a ja czuję się wykorzystywana.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s