Porankowo

Oblałam spodnie kawą, uzupełniam tabelki do pracy. Zimno mi. Pójdę po sweter. Ale tak trudno podnieść się z kanapy. Zjadłam śniadanie, łapię się na tym, że wciąż się łudzę, że mimo bardzo zajętego dnia, on choć na chwilę zadzwoni, powie, że jest zajęty, ale przynajmniej go usłyszę.

Rozsądek mówi, że nie potrzebuję go słyszeć. Stosik dokumentów czeka. Marznę, Nadal nie poszłam po sweter. Chcę spać, do wiosny. Do zawsze. Próbuję sama sobie określić, dlaczego czekam na ten telefon, czego tak naprawdę chcę. Głos? Mogę sobie puścić jakiś film z nim. Świadomość, że mówi do mnie? Że daje mi kawałek swojego czasu? Ochłap?

On nie jest moim lekiem na poczucie osamotnienia i beznadziei. Hormony zaburzają postrzeganie rzeczywistości. Czasem myślę, że chciałabym prowadzić na ten temat badania, ale i tak wiem, jakie będą wnioski. Prowadzenie badań w innych dziedzinach już nie sprawia mi przyjemności. Trudno znaleźć coś takiego, co jeszcze sprawia przyjemność. Pamiętam o latte w śniegu, w parku. O robieniu naleśników dla dzieci.

A teraz, w pustym domu, marznę, obojętnieję, mam dreszcze, kawa wcale nie rozgrzała. To jest jakiś rodzaj tęsknoty, ale nie umiem określić, za czym, albo sama nie chcę się przed sobą przyznać, czego ona dotyczy. Jakże ciężko się z tej kanapy podnieść.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s