Surrealistyczna transgresja

Poranek trudny, po ciężkim wieczorze. Ale jakoś dajemy radę. Jesteśmy w szkole sporo przed czasem. Wyjeżdżam i jadę do domu. Podświadomie czuję, że muszę posprzątać, ogarnąć, wczoraj już zaczęłam, przez myśl przebiega, że to takie sprzątanie, żeby, gdy zniknę, nie zostawić po sobie bałaganu. Choć nad tym zewnętrznym, materialnym chaosem mogę zapanować. Ale podświadomość podszeptuje, że przecież jeśli on przyjdzie, to jakoś trzeba ogarnąć. Robię kawę, śniadanie, siadam do komputera, dzwoni mąż. Podczas rozmowy dzwoni pan K. Długo i uparcie, zazwyczaj, gdy rozmawiam, rozłącza się od razu, wiedząc, że oddzwonię. Oddzwaniam. On mówi, że jest już po spotkaniu, pyta, gdzie jestem, a ja, czując, że wiem, co chce powiedzieć, słyszę, jak werbalizuje moje pragnienia. Mówi, że mam posłuchać, bo on sobie to tak wymyślił i taki ma plan, że mam założyć pończochy, szpilki, płacz albo futro, a on przyjedzie. Mówię, że jestem w piżamie, mam mokre włosy, że potrzebuję chwili, żeby się ogarnąć, proszę o dwadzieścia minut. Pytam, jak jego plan wygląda w dalszej części, bo umiem zwizualizować jego przyjście, mój strój, to, że podjeżdża, ja otwieram drzwi, ale potem już nic nie widzę. On mówi, że potem mnie wyliże i że jeszcze nie wymyślił, co dalej. Ogarniam dom, zastanawiam się, dokąd pójdziemy, który pokój, jakie łóżko, jakoś tak nie może przejść przez myśl, że to samo, w którym sypiam z mężem. Kiedy wchodzę pod prysznic, on dzwoni, pyta, czy jestem gotowa, mówi, że wyjeżdża. Ekspresowy prysznic, wyjątkowe pończochy, które kupiłam właśnie na taką potencjalną sytuację, nie mam futra, wykopuję cieniutkie, wysokie szpilki, najcieńsze i najwyższe, jakie mam, kompletnie nie nadające się do chodzenia, potem biorę skórzany płaszcz, nie myślę o tym, że nie jestem zadowolona z wyglądu moich piersi bez biustonosza, zapominam, że mam ogromną bliznę na brzuchu, stoję w czerwonych szpilkach, seksownych pończochach i skórzanym płaszczu, czekając, aż podjedzie. Cała drżę, serce wali, jak po intensywnym biegu. Boję się. Jeszcze nigdy nie robiliśmy tego u mnie. Przypomina mi się, jak opowiadał, że cały trząsł się, kiedy pierwszy raz miał zdradzić żonę. Jest. Otwieram drzwi, on chwycił za klamkę w tym samym momencie. Patrzy, rozchyla płaszcz, klęka, zagłębia się we mnie swoim językiem, pięknie pachnie, jest w cudnym garniturze, ma piękny krawat, rewelacyjnie wygląda, a ja mam problem z utrzymaniem równowagi. Pytam, czy może jednak wejdzie, na klatce jest bardzo zimno. On zdejmuje buty i wchodzi, sama nie wiem, dokąd go zaprowadzić, on mówi, że wszystko jedno, wchodzę do pokoju dziecka, on kładzie mnie na kanapie, moje uniesione nogi, czerwone szpilki, jego język, moje jęki, odlatuję, a on nie pozwala złapać oddechu. Zdejmuje marynarkę, potem spodnie, zostaje w koszuli, ale boimy się, że koszula się pogniecie, a on ma przed sobą sporo służbowych spotkań, więc koszulę też zdejmuje, patrzę na jego nagie ciało. Pierwszy raz stoi przede mną zupełnie nagi. W moim domu. Pierwszy raz tak w moim domu. Surrealizm. Jak lokomotywa wśród śniegów, jak Ziemia – niebieska pomarańcza, mówię głośno słowo surrealizm, on podchodzi do mnie, przedziwne konfiguracje z nim nade mną, pytam, na co ma ochotę, liżę jego stopy, za kolejnym razem myślę, że to najlepszy seks w moim życiu, że nigdy nie było mi tak niesamowicie, w myślach wykrzykuję, że go kocham, tak właśnie czuję w tamtym momencie, ale tego już nie mówię na głos. Sama wątpię w to, co pomyślałam. Jak przez mgłę słyszę, że prosi, bym przyniosła zabawki, jest ostro, niesamowicie, znów odlatuję. Paradoksalnie, chyba skórzany płaszcz, sprawia, że wcale nie czuję się nago, a może szpilki, może pończochy, wcale nie myślę o tym, że on mógłby oceniać, jak wyglądam. Kładąc głowę na jego brzuchu jeszcze wyraźniej widzę, jak schudł, spora różnica. Jego uda też schudły, albo wydają się jeszcze drobniejsze. Nie pyta, gdzie chcę, by skończył, tylko oznajmia, że skończy na mojej twarzy. Po chwili jego sperma zalewa mi twarz, dostaje się do nosa, zlizuję ją z jego członka. Na stole stoi pudełko chusteczek. W każdym pokoju mam chusteczki, ale nie pomyślałam, że kiedyś posłużą jemu w takiej sytuacji. Ubiera się, ja wycieram twarz, on pyta o łazienkę, wskazuję drogę, zastanawiając się, na ile tę łazienkę ogarnęłam. Odprowadzam go do drzwi. On pyta, czy mi się podobało. Odpowiadam jakoś tak, żeby zrozumiał, że tak, chyba mówię, że to widać, i że mam nadzieję, że jemu też, on przytakuje, wsiada do auta, odjeżdża, ja mam kilka minut, żeby się umyć, ubrać i też wyruszyć w drogę. Wracając dzwonię do niego pod jakimś pretekstem. Nie odbiera, ale po chwili oddzwania, znów w biegu, między jednym spotkaniem, a następnym. Pyta o poniedziałek. Nie pracuję, będę w domu. Może podświadomie wysyłam mu sygnał, że będę sama, że może przyjechać.

Kiedy mówiłam o tym, że będę sama w domu, liczyłam na to, że zaproponuje, że do mnie przyjedzie. Przez te wszystkie lata nigdy nie spotkaliśmy się u mnie. U niego też nie, choć wiele lat temu, kiedy jego rodzice wyjechali, zaproponował, żebym przyszła do ich mieszkania. Wystraszyłam się tej wizji, nie poszłam, wymyśliłam jakiś pretekst, albo życie tak się ułożyło, że nie mogłam tam pójść, nie pamiętam, pamiętam propozycję i mój lęk, ulgę, że nie poszłam, a potem żal, że nie sprawdziłam, jak to by mogło wyglądać w innych, niż samochód warunkach.

Nie powiedziałam wprost, że chcę, by przyjechał, byśmy zrobili to u mnie. Jakbym chroniła terytorium. Że z nim to tylko w samochodzie, albo u niego w gabinecie, albo w parku, w galerii, pod sceną, za kulisami, ale nie w domu. Jakby dom wyznaczał jakąś granicę. I właśnie tę granicę przekroczyliśmy. Nadal drżę. Ciężko mi z tą świadomością, że to jednak się stało, że już nie jest w sferze wyobrażeń, oczekiwań, że stało się, do tego dochodzi lęk, że może jemu wcale się nie podobało, że może tak bardzo pytał o to, czy ja jetem zadowolona, że sam wcale tak do końca zadowolony nie był. Zgadzam się na wszystko, co on zaproponuje, ale boję się, że nie umiem tego zrobić tak, jak on by tego oczekiwał. On jest świetny w czytaniu moich myśli, spełnianiu moich pragnień, zanim je wypowiem. Zdejmuje ze mnie ciężar mówienia o swoich pragnieniach.

A jednak, mimo tego chwilowego poczucia, że to był najlepszy seks w moim życiu, znów zostałam z rozczarowaniem. Może to dlatego, że nie oczekuję od niego rewelacyjnego seksu, ale potrzebuję jego samego, jako przyjaciela, wsparcia, sama nie wiem, jako kogo jeszcze. A nasza relacja sprowadza się do relacji kochanków. Seksu niemal mechanicznego, ostrego, perwersyjnego, przyjemnego, ale – tak to postrzegam – pozbawionego czułości. Może właśnie tego elementu mi brakuje i dlatego czuję jakieś rozczarowanie. Wiem, że on nie umawiał się ze mną na czułość. Na seks w sumie też nie, ale ten seks nam się przytrafia, a czułość pojawia się tak sporadycznie, że kiedy już się zjawi, czuję się nią zażenowana i nie wiem, jak mam ją interpretować.

Strasznie się boję. Jakbym przestała wierzyć, że ten mroczny tunel kiedyś się skończy, że ma wyjście, że to przejściowe.

Rozmowa uświadomiła mi, że wciąż postrzegam młodsze dziecko jakbym miała je z nim. Jakby stanowiło potwierdzenie, przedłużenie naszej więzi.

Kolejna dziwna sytuacja, z którą trudno mi sobie poradzić.

Jak z tą transgresją. Nie będzie już tak samo, jak przedtem. Teraz już wiem, jak wyglądałby nasz wyjazd, przynajmniej w części. Do czego moglibyśmy wykorzystać łóżko. Może dzięki temu przestanę myśleć o takim wyjeździe.

I jeszcze jedno przemyślenie. Kiedy jego ciało przylegało do mojego, myślałam o tym, że to może być nasze ostatnie spotkanie, ostatni seks w życiu, że jeśli tak, to niech będzie taki niezapomniany, jak najlepszy, jak zwieńczenie całej naszej zagmatwanej relacji i jednocześnie, skoro przekroczyliśmy pewną granicę, jak jej zakończenie.

Ale może niekoniecznie na tej zasadzie, że coś się kończy, a coś się zaczyna, w kontekście nowego etapu naszej relacji.

Jestem cała obolała. W środku. Na zewnątrz. Bolą mnie takie mięśnie, których nigdy wcześniej nie czułam, do tego dreszcze, wewnętrzne rozedrganie. Lęk. Poczucie winy. Stały pakiet. Ale za kolejną granicą.

I jak najbardziej realny, nie nadrealny, jak wolałabym może w to wierzyć. Wciąż mam przed sobą obraz jego nagiego, opalonego ciała, delikatne łydki, miękki brzuch, więcej nie pamiętam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s