Latte, śnieg, szczęście

Latte w kubeczku.

Wirujące płatki śniegu.

Parkowe alejki i drzewa przykryte śniegiem.

Drożdżowe rogaliki ze śliwkowymi powidłami.

Wykradziona minuta na kawę w parku.

Szczęście.

Szłam ten mały kawałek z cukierni do auta, patrząc na park, wirujące płatki, pijąc latte o wspaniałym smaku (już dawno nie piłam tak dobrej kawy), niosłam rogaliki, zastanawiając się, czy oprę się pokusie. Szczęście pachniało cukrem pudrem, kawą, śniegiem i śliwkami. Mój maleńki kawałek szczęścia. Zjadłam jednego rogalika, wypiłam kawę, odpaliłam samochód i ruszyłam w drogę do pracy.

Miałam za sobą ciężki poranek. Pomyślałam sobie, że nie mam nikogo, kto przytuliłby mnie, pocieszył, wsparł, po prostu był dla mnie dobry. I uświadomiłam sobie, że mam samą siebie. To ja mogę samą siebie uszczęśliwić. Choć na moment. Choć kawą, rogalikiem i patrzeniem na zaśnieżony park.

Wieczorem mówiłam mężowi o kawie, krótkim spacerze z cukierni do auta, o wykradzionej chwili szczęścia. A on zapytał, dlaczego nie zadzwoniłam do niego, że razem bylibyśmy szczęśliwi przez tę minutę.

Powiedziałam, że zostawiłam telefon w aucie. Rzeczywiście go tam zostawiłam Ale uświadomiłam sobie, że nie chciałam tej mojej minuty szczęścia dzielić z mężem. Pomyślałam, że z nikim nie chciałam jej dzielić, ale jeśli już mogło było przemknąć mi przez myśl spędzenie tego momentu z kimś, to pierwszą osobą na liście był pan K.

A wczoraj nie zadzwonił. Czułam, że nie zadzwoni, że poniedziałki są takie pracowite i jest bardzo zajęty.

Ja też nie zadzwoniłam.

Dziś rano było ciut łatwiej, odwiozłam dzieci, wróciłam do pustego domu, ze świadomością, że nakarmię psa, papugi, a potem mogę chodzić po domu nago, robić zlecenie, pić kawę, może uda mi się trochę posprzątać… Zadzwonił. Jak zwykle, po to, by powiedzieć, że biegnie z jednego spotkania na drugie, że nawet kawy nie wypił, ale może zrobią mu następną, to zrobi dwa łyki i pobiegnie na jeszcze kolejne spotkanie. Zapytał, co u mnie, powiedział, że fajnie, że odpoczywam, odparłam, że można nazwać odpoczynkiem mocno angażującą intelektualnie pracę… Powiedziałam, jakie zlecenie realizuję, że jutro umówiłam się na 10.00 do pracy, że rano na siłownię… A dziś będę wolna po 12:00.

Miał po 12:00 zadzwonić. Nie zadzwonił. Na szczęście. To były bardzo trudne dwie godziny, dzieci, szkoła, bezsilność, smak łez, pomyślałam, że powinnam coś łykać, żeby mnie tak nie rozkładało emocjonalnie każde niepowodzenie, żebym nie rozklejała się.

Odwiozłam starszego do babci, z młodszym pojechaliśmy na zakupy. On też miał ciężki dzień.

Czekam na męża, pójdę nakarmić psa, zawsze, kiedy mąż się spóźnia boję się, że coś mu się stało. Mówił, że dziś zostanie dłużej, że wróci później. W domu coraz zimniej. Piec zgasł, albo zaraz zgaśnie. Za oknem już ciemno. Znów nie podlałam storczyków. Młodszy usnął.

Dziś na stacji benzynowej kupiłam latte. Ale nie smakowało już tak cudownie, jak wczorajsze, w parku. Smarowałam kawałeczek bagietki masłem, pomyślałam, że uwielbiam bagietkę i ser camembert, chrupiące pieczywo, miękki ser, Paryż, Sekwana, spacer, takie śniadanie… I znów ujrzałam siebie i pana K. w Paryżu, z bagietką, serem, nad Sekwaną. Pytam wciąż samą siebie, co się stało, że nie marzę o Paryżu z mężem (czy dlatego, że już tam byliśmy razem, kilka razy?), że nie z nim chcę dzielić okruchy szczęścia nad latte i w śniegu. Że czuję, że w nikim tego szczęścia nie znajdę, że muszę dać je sama sobie, w takich maleńkich porcjach, po kawałku, żeby mieć siłę do mierzenia się z rzeczywistością, z trudnościami, z tym, co tak często sprawia, że czuję się bezsilna i nie mam siły żyć.

Na stacji benzynowej poznałam dziewczynę, której synek, o 10 lat młodszy od mojego, ma takie same problemy. Zaproponowała książkę, ja inną, mamy się wymienić. Wiem, że nic nie dzieje się przypadkiem. Cieszę się, że ją poznałam.

Latte.

Śnieg.

Rogaliki.

Wymiana książek.

Szczęście.

Wykradam czas, chcę wykradać go na to, co mnie naprawdę uszczęśliwia, choć na moment, uszczęśliwia tak, że nie wpędza w poczucie winy. Sprawia, że czuję się dobrze sama ze sobą. Nawet, jeśli tylko przez chwilę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s