SPA

Leżę, oparta o białe poduszki. Plecy wymasowane. Pedicure, manicure. Czerwone paznokcie, różowe paznokcie. Menu restauracji hotelowej leży na kołdrze. Dziecko śpi. Nie jestem bardzo głodna, ale dziecko pewnie tak. Mieliśmy pójść na spacer, ale sen zwyciężył. Czytam Bator. Lubię ją czytać. Tak łatwo mi odnaleźć się w skórze jej postaci. I w tym, co mówią i myślą: „Kocha się tego, komu najbardziej pragnie się opowiadać” (Joanna Bator, 2017: Purezento. Znak, Kraków, p. 76).

Czytając to zdanie, uświadomiłam sobie, że od mojego przyjazdu tutaj kilkanaście razy łapałam się na tym, że chcę mu to, czy tamto opowiedzieć. O miejscu, o atrakcjach. O tym, że może jego mama i ciotka skorzystałyby z przyjazdu tu. Czekałam na jego telefon, ale nie zadzwonił. Tak bardzo chciałam opowiedzieć. Właśnie jemu.

Ze wszystkich osób, do których mogłabym zadzwonić, najbardziej czułam potrzebę opowiedzenia jemu właśnie o wszystkim.

I zderzając się ze świadomością, że takie pragnienie wynika z miłości, zderzyłam się przy okazji z bolesną oczywistością, wyrażającą się w niemożności zrealizowania mojego pragnienia. Bo nie mogę do niego zadzwonić, bo nie mam prawa do niego dzwonić, bo nie mam prawa do niego.

On nie jest dla mnie. Takie słowa miałam sobie powtarzać. To prawda. Nie jest mój, nie należy do mnie, nie jest dla mnie.

Ale za nim tęsknię, jego potrzebuję. Zderzam się boleśnie z tym, że nie mam prawa go potrzebować, że moje pragnienia powinnam przekanalizować i realizować w inny sposób.

Rozmawiałam z panią w gabinecie. Tak życiowo. Obie skończyłyśmy podobne studia, ale ja pracuję od lat w tym samym zawodzie, z ciągłym lękiem, co będzie, gdy stracę pracę. A ona robiła w życiu mnóstwo rzeczy, ciągle się szkoli, zmienia pracę, jest szczęśliwa, że robi to, co sprawia jej przyjemność. Ja też uwielbiam swoją pracę i nie umiem sobie wyobrazić, że mam inną, którą też mogłabym uwielbiać. Jej nie zabrakło odwagi, żeby zmieniać swoje życie, żeby się realizować. A ja utknęłam, z jednej strony, a z drugiej strasznie boję się utracić to, co mam, jakbym za mocno się do tego wszystkiego przywiązała.

Nie umiem sięgnąć po telefon i zadzwonić do męża, tłumaczę sobie, że jeszcze jest w trasie, że pewnie śpi, że potem. Ale jakby nie sprawiało mi radości rozmawianie z nim, opowiadanie mu, to,  że on wysłuchuje, że ja słucham. Wydawało mi się, że umiem tak żyć równolegle, ale nie zauważyłam, jak coś się całkowicie zmieniło, wypaliło, nie wiem, co zostało, przywiązanie, przyzwyczajenie. Idę ulicą i mijając cukiernię myślę o ulubionych drożdżówkach męża, o tym, które dla niego wybiorę, jak on zareaguje, co ja odpowiem, zauważam ze zdziwieniem, że cieszy mnie ta myśl o sprawianiu mu radości, wracam do tego zaskoczenia i próbuję je zrozumieć. Może przez pryzmat tej sytuacji próbuję sama sobie odpowiedzieć, czy ja go jeszcze kocham. A on jest. Czeka na mój telefon. Wysłuchuje. Przytula na dobranoc. Całuje, gdy wychodzi do pracy, a ja jeszcze śpię. I nie wiem, czy jego też nie traktuję jak mebel, jak element wyposażenia mojego życia. W jakiejś mierze potrzebny, użyteczny, ale mebel. Nie wiem nawet, jaki mebel. Pan K. skojarzył się z krzesłem. Zastanawiałam się, czy w odniesieniu do męża to mógłby być stół, ale jakoś nie czuję tego, potem pomyślałam o kanapie, kanapa do siedzenia i do spania, więc może od razu – po prostu łózko. Kiedyś nie miałam biurka w pokoju, nie miałam stołu. Potem, nawet, kiedy biurko czy stół były, dla mnie już tak mocno łóżko stało się wszystkofunkcyjnym meblem, że w nim spałam, uczyłam się, przygotowywałam do zajęć, do pracy, jadłam, czytałam, właściwie mogłam w nim robić niemal wszystko. I nie wiem, czy mąż to takie moje łóżko do wszystkiego, wygodne, moje, pojemne, bezpieczne. A jednak czasem potrzebuję krzesła. A zwłaszcza oparcia.

Zimno mi znów. Zdjęłam skarpetki na pedicure, ale teraz marzną mi stopy. Dziecko wciąż śpi, a ja robię się głodna. Może jeszcze kostka czekolady, zanim dziecko wstanie, zanim pójdziemy coś zjeść.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s