Szczęście

Z patelnią w ręce uświadamiam sobie, że szczęściem jest robienie naleśników dla dziecka, które promienieje, zjadając je z apetytem.

Zrobiłam sporo naleśników. Z dżemem. Z sercem.

Próbowałam sobie coś uporządkować, ale stanęło na tym, że nie chcę.

Myślałam długo, że chcę zupełnie pozbyć się go z mojego życia, ale on jest mi potrzebny. Jak oparcie krzesła.

W trudnej sytuacji czekałam na jego telefon, mając nadzieję, że pocieszy, wysłucha, że cokolwiek, że po prostu go usłyszę i będzie mi lżej i lepiej.

Chcę, żeby on został w moim życiu, ale na nieco innych zasadach.

Spłynął na mnie jakiś spokój, kiedy poczułam, że nie muszę go tracić z dnia na dzień.

Przez cały tydzień nie udało nam się spotkać, minęłam jego samochód na drodze, on po chwili zadzwonił, ale nie widział mnie, rozmawialiśmy chwilę, potem telefony w czasie pracy, w przerwach, żeby choć się usłyszeć. Kiedy w czwartek, w drodze z pracy, zadzwoniłam, on zapytał, czy zdążę się spotkać, powiedziałam, że nie dam rady, więc pożegnał się, mówiąc, że pojedzie na spotkanie z kolegą.

Z jednej strony zrobiło mi się przykro, że tylko o spotkanie mu chodziło, a z drugiej, wiem, jak bardzo jest zajęty i jeśli nie spędzi czasu ze mną, wykorzysta go na obowiązki. A z drugiej strony, zastanawiałam się, skąd u niego taka potrzeba dzwonienia do mnie, rozmawiania, nawet, jak wie, że nie możemy się spotkać. Może po prostu chodzi właśnie o kontakt, jakikolwiek kontakt.

Uświadomiłam sobie, że po tylu latach łączy nas tak wiele, że może czujemy się w jakiś sposób odpowiedzialni, jedno za drugie, troszczymy się o siebie, ja mówię, że ma za cienką kurtkę i zmarznie, on prosi, bym jechała wolniej, ciągle jakieś takie drobiazgi, nie wiem, z czego wypływa ta troska, potrzeba opieki, to jest na pewno jakaś więź, żeby nie powiedzieć związek, bo dziwna ta nasza relacja.

I utknęłam na próbie nazwania go. Najwygodniej mi mówić o nim „kumpel, mój kumpel, mój najlepszy kumpel”.

Kiedyś myślałam o nim w kategoriach mojej najlepszej przyjaciółki, może po to rodzaj żeński, by podkreślić, że to tylko przyjaźń, nic więcej, ale taka relacja się nie sprawdziła, to, co nas łączy, przekracza ramy przyjaźni. I pewnie przekracza też ramy kumplostwa.

Nie umiem użyć słowa kochanek, choć ono chyba najlepiej to jednak opisuje. Może dlatego, że wówczas musiałabym użyć wobec siebie określenia kochanka, a ono jest w moim odczuciu deprecjonujące, zakłada jakąś niższość, podrzędność. Jestem na etapie zastanawiania się, jak to wszystko określić i nazwać. A co dalej, to zobaczę, jak nazwę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s