Ołowiane niebo

Jechałam samochodem, w sercu mieszanka uczuć, a niebo takie ciężkie, ołowiane, ani jeden promyk słońca nie przebił się, malutkie płatki śniegu wirowały nad maską.

Patrzyłam na obrazki, wszystko mi się z nim kojarzy. Takie poczucie, że bycie z nim odbiera mi energię na inne sprawy, na pracę, dzieci, życie domowe i rodzinne. Zakładam kolejną maskę, jestem z nim taka, jaką on chce mnie widzieć, nie wiem, czy ja sama siebie chcę taką widzieć, czy się taką lubię, jest coś przyjemnego w tym wszystkim, coś, co mnie pociąga, nie umiem sobie z tym poradzić, bo chyba nie umiem zaakceptować tej części mnie, która lubi to swoje wcielenie, czas z nim, przyjemność, którą daje bycie z nim jego głos, jego dotyk, jego język.

Zakładałam, że dziś nie znajdzie dla mnie czasu, odwiozłam dzieci, usiadłam nad kawą przy komputerze. Zadzwonił. Zapytałam, czy już jest po spotkaniu, a on powiedział, że spotkanie odwołano. Opowiedziałam, jaki mam plan na cały dzień, a on stwierdził, że zdążymy się zobaczyć, poszłam pod prysznic, zebrałam wszystko, spotkaliśmy się. Zgarnęłam go do samochodu, zdjęłam buty, wiedziałam, że będzie chciał zdjąć moje majtki w czasie jazdy, zdjął, jechałam bardzo powoli, potem pojechaliśmy w jedno, ze stałych miejsc. Zaskakuje mnie to, że od czasu, kiedy pierwszy raz pieścił mnie językiem, tak często do tego wraca, jakby nowy etap, sama nie wiem. Ja nie mówię, czego oczekuję, czego chcę, to on mówi, że tego chce, ale jakby czytając w moich myślach.

Nie wiem, po co do niego dzwonię, nie wiem, po co on do mnie dzwoni – może jakbyśmy chcieli utrzymać takie złudzenie, że dobrze nam się ze sobą rozmawia, a seks jest tak przy okazji. A chyba już nie mamy o czym rozmawiać, albo nie umiemy już ze sobą rozmawiać, a może nie chcemy, albo wszystko stało się takie powierzchowne, za to seks coraz mocniejszy, coraz intensywniejszy. Nie wiem, może nawet coraz częstszy.

Może to jest jakiś rodzaj tęsknoty, to, że tak do siebie dzwonimy po nic. Z mojej strony może jeszcze uzależnienie. Od niego, od relacji z nim. Rano najpierw spotkałam się z nim, było mi przyjemnie, ale potem znów czułam, że robię coś wbrew sobie, przez myśl przeszło, że aby godzić się na coś takiego to trzeba kogoś bardzo kochać.

Nie wiem, czy to jest miłość. Czym w takim razie jest miłość.

Z jego zapachem na dłoniach i na twarzy nie było mi dobrze. Użyłam pudru, chusteczek nawilżanych, miałam wrażenie, że pod paznokciami znajduje się spora, śmierdząca warstwa, której bardzo chciałam się pozbyć. A jednocześnie chciałam mu powiedzieć, kiedy było mi z nim najprzyjemniej, co mi się podobało, a czego nie lubię, po prostu porozmawiać z nim o tym, ale na rozmowę już nie było czasu. Wypadł mu telefon, wrzuciłam go w przegródkę, zastanawiając się, czy o niego zapyta. Zapytał. Położyłam go na siedzeniu. A przez moment rozwinęłam w głowie scenariusz z jego telefonem w roli głównej, że odjadę, pojadę z telefonem, a on zorientuje się za późno, żeby za mną pojechać, a może będzie próbował pojechać, albo sama nie wiem, co jeszcze… Ale on zabrał telefon i pojechaliśmy. Odwiozłam go, przesiadł się, pojechał do pracy, ja do szkoły, potem na spotkanie.

Te ołowiane chmury, jakby przesłaniały mi całą radość, jaką można czerpać z tego, że coś jest fajne i przyjemne. Że się udaje.

Wyszło na to, że strasznie boję się zmian. W domu. W pracy. A jednocześnie drzemie we mnie potrzeba zmienienia wszystkiego. Chciałam zmienić dom, mężczyznę, a przede wszystkim siebie. Od kilku dni zastanawiam się nad przefarbowaniem włosów. Chcę być blondynką. Może fascynacja serialową postacią, a może chęć sprawdzenia, jaka będę, co poczuję w nowej roli, pod nową maską, może tym blondem jeszcze mocniej chcę zakryć samą siebie. Nie wiem.

Takie kontrastowe skojarzenie. Wygolił włosy dookoła, jeszcze bardziej, jakąś inną maszynką, pachniał jakimś słodkawym zapachem, jego skóra taka delikatna i pachnąca. A potem taki inny, duszący zapach, gorzkawy smak, zmuszałam się, żeby zrobić to, na co on miał ochotę, ale zapach mnie po prostu odrzucał. Kiedy kończył w moich ustach było mi ciężko znieść ten gryzący smak i zapach, które zostały na moich ustach i języku. Już nie potrafiłam odnaleźć tego słodkawego zapachu i smaku jego skóry.

Nie ogolił się, może specjalnie, nie wiem, ale kiedy zanurzał we mnie swój język, delikatnie drapał króciutkim zarostem. Kiedyś mówiłam, że te jego króciutkie włoski tak delikatnie drapią i że to przyjemne, drapały mnie po twarzy, ale to były odrastające włoski łonowe. Nie miałam pojęcia, że może to też zadziałać w inną stronę.

Czy naprawdę łączy nas tylko seks? Przecież tak dużo mam skojarzeń…, wszystko mi się z nim kojarzy. Gubię się. A bardzo potrzebuję się odnaleźć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s