Niekontrolowana

Rano pracowałam przy komputerze, praca pochłonęła mnie, czas leciał, telefon milczał, ale kiedy usłyszałam jego dzwonek, serce zabiło mocniej.

Jednak. Wbrew moim przewidywaniom. Pytał o plany, powiedziałam, że muszę zacząć pakować się przed wyjściem, a potem pojadę. On powiedział, że w takim razie zadzwoni w poniedziałek. Zamilkłam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć, po jaką cholerę pakuję się tak szybko, skoro on nie chce się ze mną spotkać… Dopiero po chwili odpowiedziałam pa i rozłączyłam się. Wróciłam do pracy, znów przestałam kontrolować czas, zrobiło się późno, ale postanowiłam, że przed wyjściem wezmę prysznic, zamiast balsamu użyłam olejku. Błąd. Dobrze, że na trasie był sklep z bielizną. Kupiłam rajstopy, a pończochy pojechały w torbie. Zadzwoniłam do niego, oddzwonił po chwili, powiedziałam, że tylko chciałam usłyszeć jego głos i zaczęłam się zastanawiać, czy stojąca nad nim księgowa usłyszała, co powiedziałam. Był bardzo zajęty, ale jednak chwilę porozmawialiśmy i poprosił o telefon po pracy. Zadzwoniłam, był u mamy, ale odebrał, mówił o awarii, którą musi usunąć, o służbowym spotkaniu, ale poprosił, bym zjechała z trasy. Zjechałam, oddzwonił, udało się z awarią, przyjechał po chwili, na parking podjechała jakaś kobieta w czerwonym samochodzie z brudną tablicą rejestracyjną. Słuchała głośnej muzyki. Może coś jadła, a może trzymała w ręce telefon. Znów włączyła się paranoja, czy to nie detektyw, czy robi zdjęcia, nagrywa… Przesiedliśmy się do tyłu. On powiedział, że musi się pospieszyć. Starałam się, on też. A potem jego szybki finał w moich ustach. Jeszcze nie zdążyłam założyć bielizny, kiedy on już odjechał. Wiem, że bardzo się spieszył, mimo służbowego spotkania, awarii u mamy  – znalazł czas. Nie wiem, czy w poczuciu, że ja nigdy nie dzwonię pierwsza, a zadzwoniłam, a z drugiej strony – gdyby nie chciał się spotkać, nie wykradłby tej odrobiny czasu na spotkanie. Odjechał. Ja też. Z poczuciem ciężkości i przekonaniem, że znów tonę, że pogrążam się, że wcale nie jestem silna.  A to wszystko mnie oblepia i coraz trudniej się z tego wyzwolić.

Straciłam poczucie czasu na spotkaniu. Druga strona też. Potem w pracy trudno było mi się skupić, sporo czasu przegadanego. Jakby też wymykał się mojej kontroli.

Rano, budząc się przy mężu (a może zasypiając wieczorem, nie pamiętam), nagle w głowie zobaczyłam mnie i pana K. na wspólnym wyjeździe. Razem, w restauracji, na kolacji, a potem uświadomiłam sobie, że jeśli to będzie to miasto, o którym pomyślałam, to tam studiuje jego córka. I nie wiem, czy chcielibyśmy, by nas zobaczyła.

Walczę z tym pragnieniem wspólnego wyjazdu, powtarzam sobie, że on nie jest mój, ze nie jest dla mnie, że nie mam prawa, a on nie chce. Wraca to wszystko jak bumerang.

Do wieczornej czekolady dolałam alkoholu. Nie smakowało mi. Nie lubię alkoholu, albo jeszcze nie trafiłam na taki, który mi smakuje.

W samochodzie znalazłam papierosy, walczyłam z pokusą zapalenia, nie wiem, po co, ani dlaczego pojawiła się taka chęć. Schowałam je z powrotem. Przez myśl przemknęło, że chciałabym zapalić razem z nim. Nawet jednego, wspólnego papierosa. On nie pali. Ja też nie palę.

Po nic.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s