(Nie)przewidywalnie

Poranek w biegu, ale znów jakoś w miarę stabilnie. Gdy weszłam do pracy, zadzwonił. Wyszłam, chciałam odebrać i powiedzieć o wczorajszym dniu, o tym, że czułam się jak idiotka. I że próbowałam się do niego dwa razy dodzwonić i nic. Powiedział, że mnie nie zrzucał, że nie zablokował mojego numeru. Poprosił, żebym sama zadzwoniła. Zadzwoniłam, odebrał. Chwila rozmowy, powiedział, że zadzwoni po zebraniu. Zadzwonił. Obiecałam, że jak skończę, też zadzwonię. Zadzwoniłam.

Rozmowa jakaś taka dziwna, nieklejąca się. W końcu on mówi, że liczył na spotkanie, że jajka ogolił. Myślę, że mam w nosie, co ogolił, a czego nie. Że nie chcę się z nim spotkać. Ale mówię, że nie chcę spotykać się na pięć minut. On mówi, że rozumie, ale życie, ale tak już jest…

Podświadomie czekałam na propozycję jakiegoś dłuższego spotkania, że ten wyjazd, basen, ale nic takiego nie nastąpiło.

Zapytał o kolejne dni, jak pracuję, by sprawdzić, czy znajdę dla niego czas, a czas tak szybko ucieka, za moment będzie kolejny weekend, kolejny poniedziałek, potem luty, marzec, sierpień, grudzień… Może po prostu muszę tak trwać, żeby wytrwać, znajdować argumenty. Jeśli on nie da niczego od siebie, czemu ciągle ja mam działać wbrew sobie.

Naiwnie czekam, aż on coś zrobi, ale wciąż jest przewidywalnie. Aż za bardzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s