Chaotycznie

Poranek w biegu, ale w poczuciu, że pod kontrolą. Dzieci w szkole, ja w aucie przed sklepem uzupełniam listę zakupów. On dzwoni. Prosi, bym zadzwoniła po zakupach.  W międzyczasie dzwoni szefowa, pilne zlecenie. Zamiast sprzątać, prać odkurzać – będę uzupełniać tabelki.

Dom zagruzowany.

Oddzwaniam  do niego, mówię, że mam na trasie jeszcze jeden sklep.

Znów oddzwaniam. On mówi, że poplamił sobie koszulę i musi jechać się przebrać. Pytam, czy to specjalnie, by wyjść z pracy. Prosi, bym po śniadaniu odezwała się, może się spotkamy. Robię kanapki, jem, oglądam serial, przygotowuję tabelki… kobieta wielofunkcyjna. Przypominam sobie, że miałam zadzwonić. Dzwonię. Po pierwszym sygnale zrzuca mnie. Dzwonię znów, może mi się wydawało, ale sytuacja się powtarza. Myślę, może oddzwoni. Choć nie mam ochoty spotykać się z nim.

Po rozmowie o basenie, kiedy przez trzy minuty tłumaczył mi, że nie lubi chodzić na basen i że nie sprawia mu to przyjemności, zupełnie przestało mi zależeć, na tłumaczeniu, że chciałam z nim pojechać, spędzić czas, cokolwiek… Jakby on już nie chciał.  Jego tekst, że to jeszcze nie czas przypomniał mi, jak tak samo odpowiedział na inną moją prośbę – propozycję.

Już mi się nie chce niczego proponować. Po cholerę dzwoni, skoro mnie nie chce. Skoro moich propozycji nie chce.  Męczy mnie to. Zjadłam drugie śniadanie. Czekoladę.

Nie zadzwonił. Przez moment myślałam, żeby zadzwonić po jego spotkaniu z pracownikami, ale zrezygnowałam. Gdyby naprawdę chciał. Ale widocznie nie chce.

A we mnie rodzi się bunt wobec nieustannego czekania na jego telefony, na jego chcenie.

Na jego tak na moje propozycje.

Mogłabym całą listę zrobić, ale to nie ma sensu, a może ma, żebym uświadomiła sobie, ile tego jest.

  • począwszy od skończenia tam, gdzie proponowałam,
  • poprzez niezdjęte majtki (jego)
  • odmowę zlizywania jego ze mnie
  • rezygnację z wyjazdu na basen
  • rezygnację z wyjazdu jakiegokolwiek

właściwie nie ma sensu jednak, takie drobne sytuacje, wyjście do restauracji, bo byłam głodna, skończyło się moim siedzeniem w aucie, a on kupił na hot-dogi na stacji benzynowej…

Wkurza mnie. Bardzo. Sama siebie wkurzam. Może w końcu skutecznie.

Chcę mu jutro powiedzieć, jeśli zadzwoni, że czuję się jak idiotka, że jak ta głupia spieszę się ze śniadaniem, przebieram, dzwonię, a on mnie zrzuca. Że mógł po prostu nie dzwonić, powiedzieć, że nie chce mnie już widzieć, to nie robiłabym z siebie idiotki i nie wydzwaniała do niego.

I poza tym, jeśli faktycznie chce się ze mną spotkać, to niech znajdzie odpowiedni czas i miejsce, nie kwadrans w aucie przy cmentarzu, szkoda mojego zachodu.

Ale nie wiem, czy powiem, czy dam radę, czy na pewno chcę to powiedzieć i czy tego wszystkiego właśnie chcę.

W jakiś sposób zależy mi, skoro to mnie zabolało.

Ale te nasze rozmowy ostatnio zupełnie o niczym, jakby on nie chciał słuchać, jakbym ja nie chciała mówić, pospiesznie kończone z informacją, żebym się odezwała, jak będę mogła się spotkać. Tylko, że ja nie potrzebuję się spotkać, potrzebuję po prostu pogadać. Ale najwidoczniej nie z nim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s