Relatywnie

Wszystko jest względne. I punkt widzenia wiele zmienia.

Oglądam pończochy, gorsety, tatuaże. Te wszystkie elementy odnoszą się do tego, co w jakiś sposób jest zakryte, co bardzo intymne, co odsłania się tylko dla wybranych, jeśli się chce. Pończochy, gorset, tatuaż w intymnym miejscu – coś, co dodaje pewności siebie, sprawia, że można się poczuć wyjątkowo, zazwyczaj z myślą o tym, że dla kogoś, kto doceni, zauważy, kogo to będzie ekscytować.

Tak. Nadal wybieram pończochy z myślą o nim. I marzę o gorsecie. A tatuaż, to tylko z ciekawości przeglądałam. Nie jestem gotowa na tatuaż. Chyba go nie chcę.

Ale pończochy…

Rano nie mogłam wyjść z łóżka. Chciałam pomyśleć o nim. Zwizualizować jakiś nasz wyjazd, za każdym razem, gdy próbowałam, zasypiałam i nic. W końcu przyśnił się.  Byliśmy razem w jakimś pokoju, ja o coś zapytałam, a on powiedział, że mnie kocha, ja odpowiedziałam, żeby tego nie mówił, a potem, nie wiem, czy to jeszcze był sen, czy już tylko sobie pomyślałam, że jednak chcę, by powiedział.

Z jednej strony czekam na jego jutrzejszy telefon, a z drugiej – boję się spotkania. Bo czasem jest tak, że czuję, że się uda, że przestaję tęsknić, że widzę jaśniej, wyraźniej, a tym razem jakoś czuję, że to słabo widzę, że podświadomie wiem, że ulegnę, że znów wrócę do punktu wyjścia.

Chciałabym porozmawiać, powiedzieć o niedokończonej rozmowie. Powiedzieć, że męczy mnie ta dysproporcja między naszymi nie.

Stos obietnic, puste słowa, rozmowa, która miała coś wyjaśnić, wyprostować. Może on za mało wypił, może ja za mało powiedziałam, może on za mało zrozumiał, może ja za mało nalegałam.

Sporo tego, co uwiera, a mimo to jestem gotowa wszystkim rzucić i biec, jeśli tylko on o to poprosi. Nie wiem, dlaczego. Żeby ujrzeć, że mu zależy, żeby sobie podnieść samoocenę, żeby na moment zapomnieć o twardej i bolesnej rzeczywistości…

Siniak na klatce piersiowej boli. Do tego taki ucisk w sercu. Że to niby żal? Czego ja żałuję? Wszystkiego?

Wczoraj znów taka myśl, że przecież nie mam już po co żyć. Że jakoś beze mnie wszystko i tak będzie się kręcić, że może ja tylko przeszkadzam i szkodzę, że beze mnie łatwiej wszystkim będzie, nie wiem.

Chcę spać, mąż już zasnął, nie lubię zasypiać bez niego.

Kartki nadal nie znalazłam.

Rozdziera mnie to wszystko, boli fizycznie. A może faktycznie robię tylko zasłonę dymną z niego, by nie widzieć, choć przez moment, prawdziwych problemów i ich ogromu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s