Prawda was wyzwoli…

Cały weekend przygotowywałam się do tego, by mu powiedzieć, co odkryłam, co czuję, jak naprawdę to odbieram. Poniedziałek zaczął się drobnym opóźnieniem, ale kiedy dzieci były już w szkole, pojechałam na kawę i kanapkę na stację benzynową. Zadzwoniłam do niego, by zapytać, czy wziąć mu kawę i czy się ze mną napije, ale nie odebrał. Wypiłam kawę samotnie, w samochodzie, jedząc ziarnistą kanapkę. Zadzwonił, gdy kończyłam. Poprosił, bym przejechała na inny parking, bo na stacji są kamery. Przeparkowałam się, podjechał po chwili, wsiadł do mojego auta i pojechaliśmy. Jakoś tak odruchowo w stronę tego parkingu przy ładnym parku, kiedy chciałam tam zjechać, on powiedział, że tam jest strasznie dużo ludzi i zaproponował, byśmy podjechali kawałek dalej. Zatrzymaliśmy się przed kościołem. Nie wiem już sama, który to kościół, przed którym parkujemy. Piąty? Szósty? Nie ma znaczenia…. Chciałam z nim porozmawiać, ale co chwilę odbierał telefony. W końcu zaczęłam, wracaliśmy już na parking, ale chciałam mu to powiedzieć, najpierw owijałam, ale potem powiedziałam wprost, że zrozumiałam, że nie robię tego dla siebie, że czasem robiłam coś wbrew sobie, ale wszystko dlatego, że bałam się, że go stracę z mojego życia. Że dla niego mogłabym zrobić wszystko, cokolwiek by mi powiedział. Żeby tylko był.

On powiedział, że drugi raz by się nie rozwiódł, po tym, jak wie, ile to było emocji, jak dzieci to przeszły… Nie wiem, w jakim kontekście to mówił, czy w takim, żeby mnie odwieść od takiej decyzji, czy żeby usprawiedliwić, że sam takiej ponownie nie podejmie (ale przecież nie wziął ślubu po raz drugi, jeśli pamiętam, poza tym przy poprzedniej rozmowie powiedział, że nie wie, co robi druga osoba, że nie chce tego wiedzieć). Chyba sam poczuł, że się zamotał, bo mówił, że to w kontekście poprzedniego rozwodu, że jakby wiedział…

Zadzwonił telefon. On odebrał, rozmawiał, ja w tym czasie dojechałam na parking. On wysiadł, powiedział: „jedź ostrożnie, żebyś się nie rozbiła”, powiedziałam, że to nie ma znaczenia, on odparł, że ma znaczenie. Odjechałam. Rozpłakałam się.

Z jednej strony, taka ulga, chyba ulga, że to głośno powiedziałam. A z drugiej strony – ból.

Mówię mu, że nie umiem bez niego żyć, że nie chcę, by zniknął z mojego życia, że boję się. A on nic. Po prostu wysiada. Wychodzi. Jakby nic się nie stało.

Nie zadzwonił po południu. Dziś rano też nie zadzwonił. Ani przez cały dzień. Boli. Jakoś tak paskudnie boli. Z drugiej strony, jakoś mi spokojniej z tym beztelefonowym klimatem.

Myślę, że on po prostu też mógł się wystraszyć. Że nie wie, co powiedzieć, że nie wiedział, jak ma zareagować.

I po prostu wycofał się. Chce przeczekać. Może chce, bym zdążyła za nim zatęsknić, żebym była bardziej podatna ma jego namowy i manipulacje. Nie wiem. Próbuję dalej żyć, ale jest strasznie trudno, staram się zapełnić czas, a właściwie czas sam się zapełnia mnóstwem spraw. I może, paradoksalnie, dzięki tej trudnej sytuacji będzie mi łatwiej. Może jaskrawiej zobaczę, jak nic dla niego nie znaczę. Że jestem mniej warta, niż cenne banknoty z czasów insurekcji kościuszkowskiej.

Jeszcze walczę z myślą, która każe lukrować pierniczki i obdarować go. Tyle tylko, że on nie chce, albo nie umie przyjąć tego, co jest moim prawdziwym darem. I nie może dać mi tego, czego ja potrzebuję i czego oczekiwałabym od niego.

Może to będzie taka wyzwalająca moc prawdy. Może on też coś sobie uświadomi, sama nie wiem, choćby to, że ja funkcjonuję inaczej, niż on. Że tego się nie da pogodzić.

W ramionach męża teleportuję się z jednej sytuacji w drugą, rozrywają mnie, swoją sprzecznością ranią. Dobrze mi, bezpiecznie, tak chcę trwać. A z drugiej strony pytanie, czemu nie może być tak, że są obaj w moim życiu, z obydwoma mi dobrze, obu ich potrzebuję. Złudzenie. Bo tylko jeden z nich chce być w moim życiu, ze mną i dla mnie.

I przebitka na moją podróż autem do pracy, takie poczucie, że źle mi, że otworzyłam serce, powiedziałam coś bardzo ważnego, intymnego,  będącego wyznacznikiem mnie samej, a on to zupełnie zostawił, nie zareagował, a to tak, jakby odrzucił. Mnie i moje uczucia.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s