Niestabilnie

Tak mi się wydawało, że sobie poukładałam. I nic.

Telefony, telefony.

Jakoś tak się zgadało, że wieczorem on będzie na imprezie, ja będę obok przejeżdżać. Wsiadł do mojego auta. I zaskoczył mnie. Bo z zarzutami, że on tak ciągle dzwoni, nie wytrzymuje, że się stara, a ja mówię „nie”. I że nie wie, co źle robi. Tłumaczyłam, że chodzi o mnie. Mówił, że dziwił się, że przyjechałam, pytał, w czym on mi przeszkadza. W układaniu sobie życia. W tym, że odkryłam, jak jest dla mnie ważny i że, nieświadomie, sporo na nim zbudowałam, obudowałam go. I nie umiem sobie z tym poradzić. Że chcę najpierw zbudować siebie samą dla siebie samej.

I zapytałam wprost, czy gdybym była sama, to zostawiłby wszystko, by być ze mną. Nawet się nie wahał, powiedział, że nie. Że to takie oczywiste, że nie. A ja udałam, że to dla mnie takie oczywiste, że dla niego jest oczywiste to jego nie.

A potem taka dziwna rozmowa, że on po prostu chce mnie w swoim życiu, bo tak mu pasuje. Bo to jest coś, co robi dla siebie, bo tak chce. Bo na niego działam, bo na niego działa moja otwartość na jego propozycje, bo może świadomość lub podświadomość władzy, jaką ma nade mną… Nie wiem. Ale i tak dominowała fizyczna strona relacji. Jasne, powiedział, że są tematy, o których tylko ze mną rozmawia. I podkreślał to, że ja pewnie z nikim nie rozmawiam tyle, co z nim. Prawda. Ale ja nie wiem, czy ja tego naprawdę chcę. Czy chcę jego w moim życiu. W taki sposób.

Jego obecność jest dla mnie ważna, ale może dlatego, że jestem kobietą, inaczej na to patrzę, to, co mam, to za mało, jeśli czuję, że jestem tylko małym elementem, to dla mnie za mało. Chcę więcej. Przynajmniej mogłabym – tak sobie pomyślałam, – łudzić się, że jestem czymś więcej, niż złotą rybką spełniającą jego kaprysy. Przy okazji, wygarnęłam mu, że wkurza mnie taki kontrast między moją otwartością na jego pomysły, a jego „nie” na moje, wywlokłam historię z majtkami, których nie chciał zdjąć, sam uznał, że to jego „nie” było głupie. Ale ja stwierdziłam, że lepiej, by powiedział „nie”, niż gdyby robił coś wbrew sobie, bo nie o to chodzi. Tylko, że te jego „nie” uwierały mnie w danych sytuacjach. Może dalej uwierają.

Jasne, robi na mnie wrażenie to, że on tak otwarcie mówi ze mną o całej tej sytuacji, ale on nie ma żadnych wyrzutów sumienia, a ja mam i sobie z nimi nie radzę. Chyba na nim największe wrażenie robi to, że może tak otwarcie mówić o wszystkich swoich pragnieniach, perwersjach, pomysłach i spodziewać się, że ja je zaakceptuję. Nie wiem, czemu przy nim wyzbyłam się hamulców fizycznych, moralnych pewnie częściowo też, ale nie umiem tak na dłuższą metę. Może gdyby skłamał, że zostawiłby wszystko, może jakoś poczułabym się mniej winna, bardziej usprawiedliwiona, ale może gdybym ja wszystko zburzyła, by budować razem z nim, a on wtedy wyznałby, że jednak tego nie chce – nie umiałabym się z tym pogodzić.

Dziwna ta nasza rozmowa, jego pocałunek w mój policzek, taki zaskakujący, już nie pamiętam kiedy mnie tak pocałował. Jego dłoń na mojej dłoni, może ja sama siebie oszukuję, że go nie chcę.

Nie wiem, czasem myślę, że idealnie by było tak, jak jest. Tak dwutorowo. Taki mój czas dla mnie i tylko dla mnie, z nim, bez zobowiązań, trosk, z całym pakietem wysłuchiwania się i wspierania, a potem z mega popieprzonym seksem, adrenaliną, zaskoczeniami, jakaś część mnie chyba bardzo tego potrzebuje. Nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czemu tych potrzeb nie mogę przekierować na innego adresata. Próbowałam, bardzo mocno, wbrew sobie na początku, na przekór łatwiejszemu rozwiązaniu. I znów czuję, jakbym dreptała w miejscu. Ciężko tak. Próbuję odtworzyć strzępki tej dzisiejszej rozmowy, wyciągnąć z niej potwierdzenie, że jestem dla niego ważna, ja, jako ja, nie tylko moje ciało. Ciężko. Z jednej strony, fajna szczerość, a z drugiej – trochę boli, jak widzę, że postrzega mnie jako obiekt spełniający jego zachcianki. I nie wiem, czy tęskni za mną, za rozmową, za mną – mną, pokręconą, trudną, czy po prostu za tą adrenaliną, za moją otwartością, za dzikim seksem, pończochami, samochodem zaparkowanym pod drzewami, za emocjami, których mu dostarczam. I kiedy mówił, że miał zamiar przez tydzień nie dzwonić, a ja miałam nadzieję, że przez tydzień nie zadzwoni – dziwnie mi było. Bo wbrew tej nadziei oczekiwałam na jego telefony. A on, wbrew postanowieniu, zadzwonił. Kiedyś postanowiłam, że nie będę  grać. Nie z nim. Że jak czegoś będę chciała, to powiem. Ale chyba tylko powiedziałam mu, że jeśli on będzie czegoś chciał, to musi mi to powiedzieć, bo ja nie przeczytam w jego myślach, że życie jest za krótkie na podchody, że jak się czegoś chce, to trzeba o tym od razu powiedzieć.

I co, i powiedziałam, zapytałam, a on jasno dał mi do zrozumienia, jakie jest moje miejsce w jego życiu. W moim on zajmuje znacznie więcej miejsca. I to też jest bolesna dysproporcja.

Nie mogę zasnąć. Pewnie przez tę sytuację. Nie wiem, po co tam pojechałam. Długo czekałam na niego, w nadziei, że nie przyjdzie, a ja odjadę, a potem, jak zadzwoni, powiem, że za długo czekałam…

Zimno mi. Źle mi. Czuję się niepewnie. I zagubiona. A on sprawił, że zagubiłam się jeszcze bardziej. Jakbym bała się przed samą sobą przyznać, co czuję, czego potrzebuję. Wszystko jakby było kwestią moich lęków i strachu.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s