Nie mogę ci pomóc

Powinnam sobie gdzieś te słowa wydrukować i powiesić. Ciężki dzień, posypało się na wielu frontach. I potrzebowałam usłyszeć cokolwiek dobrego. Wytłumaczyłam, dlaczego potrzebne mi dobre słowo, powiedziałam, co się sypie i usłyszałam: „nie mogę ci pomóc”.

Ale ja nie oczekiwałam od niego żadnej pomocy. Doskonale wiem, że nie może mi pomóc. A może jednak podświadomie takiej pomocy spodziewałam się. Cała lista sytuacji, w których chciałam, żeby mi pomógł i trochę mniejsza lista tych, w których faktycznie pomógł.

Przecież ja jestem dla niego nikim i niczego nie mogę od niego oczekiwać.

Czasem próbuję spojrzeć na wszystko z jego perspektywy – jak dobrze się ustawił.

Była żona zajmuje się dziećmi na co dzień, w razie potrzeby zajmuje się też jego matką.

Obecna kobieta jest w jego życiu obecna, nie mam pojęcia, jak sobie organizuje czas dla niej, ale jakoś pewnie to robi, skoro ciągle są razem.

I jeszcze ja. Pani na telefon. Szybkie numerki, długie i krótkie rozmowy, snucie nierealnych planów, a gdy przyjdzie co do czego – wycofuje się, bo przecież ma swoją kobietę, bo jest jeszcze była żona, matka, córki…. Nie ma w tym układzie dla mnie miejsca.

To znaczy w sumie miejsce jest, ale jest go tylko tyle, ile on chce w danym momencie zrobić.

Dziś po południu znów kryzys, migrena, kołatania, słabość ogólna, na to nałożyła się afera w pracy, za radą męża dałam się w nią wplątać, ogromnie żałuję, że nie posłuchałam własnej intuicji… Teraz już za późno. Boję się, że dwie osoby mogą stracić do mnie zaufanie, a obie są w sumie dla mnie ważne, z obiema długo pracuję i trochę boli mnie, że nie potrafią się porozumieć. Te same wydarzenia z perspektywy każdej z nich wyglądają zupełnie inaczej.

Jutro kolejny ciężki dzień przede mną, najpierw nie mogłam ustać na nogach, a teraz nie mogę zasnąć. Dużo we mnie lęku. Znów mam potrzebę uporządkowania moich relacji z Bogiem, kiedy one się prostują, mam poczucie, że wszystko inne zacznie trafiać na właściwe tory, bez nich trudno mi łapać poczucie, że jest dobrze i bezpiecznie, że się uda.

Muszę pamiętać o zakupach na sobotnią imprezę. Odwołałam spotkanie z terapeutą, bo nie dam rady być jednocześnie w trzech miejscach,  w drugie miejsce wysłałam mamę. Jakoś to będzie. Jakoś. A ja strasznie się boję.

Nie wiem, jak mam udowodnić, że nie jestem wielbłądem, że to ja jestem ofiarą w tym układzie. Że mam wszelkie objawy ofiary przemocy, że walczę z depresją, stanami lękowymi, a mój organizm buntuje się przeciw ciągłemu stresowi – mogłabym w tabelce z objawami stresu pourazowego odhaczać kolejne punkty, które mnie dopadły.

Nie mam siły czasem żeby po prostu żyć. I mimo wszystko ciągle znajduję powody, motywację, może nawet poczucie obowiązku nie pozwala zdecydować inaczej.

W całym tym chaosie on stał się jedyną osobą, z którą o tym wszystkim tak otwarcie rozmawiam. I coraz bardziej czuję, że to źle, że nie powinnam mu niczego mówić, że przecież on i tak nie może mi pomóc, a kontrast między moją sytuacją, a jego komfortowym układem sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Nie wiem, czy to zazdrość, że to akurat mu się udało, czy złość, że mnie nie, bezsilność, że nie umiem zmienić tej sytuacji… Mnóstwo emocji, bardzo intensywnych.

Trudno mi się skupić na pracy, na ogarnianiu domu, dzieci, na czymkolwiek.

Nawet zasnąć nie umiem, by przestać myśleć.

Jakiś czas temu śnił mi się, śniła też jego córka, mieliśmy razem gdzieś jechać, ja, moje dziecko, on jego córka, nie pamiętam dokładnie.

Zazwyczaj on śni mi się w innym kontekście, mamy się kochać (pierwszy raz z rozpędu pomyślało mi się „kochać”, a nie „pieprzyć”, choć to drugie słowo jest pewnie bardziej adekwatne), ale ciągle coś lub ktoś nam przeszkadza, nie to miejsce, albo ktoś przychodzi, albo musimy gdzieś iść…

Nawet nie wiem, czy lubię sny z nim. I nie pamiętam, czy kiedyś się udało.

To i tak nie ma znaczenia.

Jutro on ma napięty dzień. Ja też. Chciałabym umieć usunąć go z mojego życia skutecznie. Usunąć razem z poczuciem winy, tęsknotą, pragnieniami i iluzjami.

A może niewystarczająco chcę. Chciałabym naprawdę chcieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s