Po co martwić się jutrem, jeśli jutra może nie być

Słońce piękne. Telefon. Odbieram. On mówi, że ma na sobie moją ulubioną koszulę. On w biegu. Ja w biegu. Mijamy się telefonami. W końcu wykradam moment, on mówi, że kupi kawę, kiedy podjeżdżam na parking, ma w ręce dwa kubeczki, wsiada i jedziemy. Przed siebie. Parkujemy obok miejsca, gdzie nigdy nie byłam. Piękny park, ławeczki, chcę wyjść z kawą do parku, ale on wsuwa dłoń w moją bieliznę i mówi: – muszę wsadzić ci tam palec, cały weekend na to czekałem.

Nie umiem stawiać oporu. Nie chcę. On mnie dokładnie zna, wie, których słów użyć, żeby zadziałało. Po chwili wychodzimy na kawę. Pijemy ją na ławce. Zauważam, że ma piękne skarpetki w paski. A on pokazuje niebieską piętę i mówi, że to takie, by pasowały do majtek.

– Pokaż majtki – mówię, a on rozsuwa spodnie, rzeczywiście, skarpetki pasują do majtek. Śmiejemy się. On wraca do tematu wyprawy na basen i uświadamia mi, że właściwie, to tam nie da się popływać, jest jacuzzi, sauna, pyta, czy byłam kiedyś w saunie. Nie byłam. On dodaje, że dostanę wielki ręcznik, ale niczego więcej mieć nie mogę. I że to fajnie, jak bąbelki w jacuzzi masują ciało, a nie kąpielówki.

Ta informacja zmienia postać rzeczy. Nie wiem, czy jestem gotowa siedzieć z nim nago w wannie. Myślę sobie, że to się nie może udać. On znów snuje plany. Wracamy do auta, przejeżdżamy na parking obok. Stały schemat i pytanie, gdzie ma skończyć. Pytam, gdzie chce, on mówi, że we mnie to sobie zostawi na inną okazję (znów jestem całkowicie pewna, że ten tekst to część wyrachowanej manipulacji i mówienia tego, co on sądzi, że chciałabym usłyszeć). Mówię, że musi być inna okazja, bo dziś 100% trafienia, ale trzeciego dziecka chyba nie chce mieć ze mną (wcześniej mówił, że gdyby wiedział, że posiadanie dzieci jest takie fajne, to miałby ich więcej, ale teraz już za późno – dobiły mnie te jego słowa, jak za każdym razem dobijają, gdy zderzam się z porażką własnego macierzyństwa).

Skończył na moich piersiach. Sama nie wiem, czy właśnie tego chciałam. Odwiozłam go na parking. Dziś rano nie zadzwonił. Gdy wyjeżdżałam, zadzwoniłam, a on powiedział, że wczoraj na tamtym parkingu miał stłuczkę, miałam wolny kwadrans, pojechaliśmy na cmentarz. Znów tak schematycznie i powtarzalnie. Z zakończeniem w moich ustach.

Zawsze najbardziej niesamowicie jest po długiej przerwie. A potem wszystko się sypie. I posypało się. Mam wrażenie, że tracę wszystko, co mam, że to wszystko jest mi odbierane, że jestem z tego odzierana kawałek po kawałku. I uświadomiłam sobie, że najbardziej boję się utraty pracy, jakbym na wszystkie inne straty miała jakieś lekarstwo, a nie mam. Może nie rozważałam ich w kategoriach realnego zagrożenia, a utrata pracy stała się zagrożeniem realnym.

Odjechaliśmy z cmentarza, zdzwoniliśmy się jeszcze kilka razy, chciałam go umówić do okulisty, kiedy sama będę szła, ale termin późnowieczorny, nie chciał.

A ja chcę znów zniknąć. Z jego życia. Znalazłam ofertę szkolenia w miejscu i czasie, gdzie wyjeżdżam na konferencję. W ostatniej chwili skasowałam maila z tą informacją.

Nie chcę zabiegać, osaczać, chcę, jakaś część mnie chce, żeby to on coś znalazł, postarał się, zaproponował, dopiął na ostatni guzik i zrealizował. Ale jemu odpowiadają takie właśnie pięciominutowe, wykradane spotkania.

Ja, ekspert od wpędzania się w poczucie winy, i to umiem wyjaśnić tak, by samą siebie zdołować – przecież gdybym nie dawała mu tego, co chce, tak na tacy, to może postarałby się bardziej.

Wieczorem, w nocy właściwie, wychodziłam wyrzucić śmieci i tłumiąc łzy myślałam o tym, że chcę go wyrzucić z mojego życia. Ten tydzień, bez odbierania telefonów od niego, był dla mnie ciężki, ale przynajmniej jeden aspekt był dobry, brak kontaktu z nim, poczucie uczciwości wobec męża.

I niewytłumaczalna tęsknota. Sama decydowałam, że nie chcę z nim rozmawiać, a jednocześnie czekałam na każdy jego telefon tylko po to, by biczować się nieodebraniem połączenia.

Ja miałam stłuczkę na parkingu dwa dni wcześniej. To we mnie ktoś wjechał, stłuczony lewy tył. On ma potrzaskaną prawą stronę z tyłu. Mocniej, niż ja. Gorzej to wygląda i to on jest sprawcą. Jakby znów przeze mnie działy się w jego życiu wszelkie szkody – strzaskane okulary, potłuczony telefon, a teraz samochód.

Ktoś z góry wyrównuje straty za wykradany czas?

Teraz też za nim  tęsknię, durne hormony, puste łózko, perspektywa kolejnych dni w biegu, w straszliwym stresie, kilka sekund przyjemności z nim – czy te sekundy naprawdę są warte całego tego cierpienia? Czy są w stanie rekompensować poczucie winy i to, co rani i uwiera?

Nie rozumiem, dlaczego muszę wchodzić w gierki, by osiągać swoje cele, dlaczego nie mogą zadziałać słowa powiedziane wprost, czemu nie chcę czy nie mogę ich głośno wymówić?

Pytałam go o jego kobietę, bardzo ogólnie odpowiedział o jej pracy (rzecz dotyczyła naszych kontaktów służbowych), zastanawiałam się, czy ona się na mnie pogniewała, ale może teraz w jej firmie taki mają styl – nieodpisywania na maile, niedziękowania za odesłanie odpowiedzi na ich prośbę… Co ja tam wiem o pracy w firmie…

W aucie unosił się zapach jego spermy. Nie wiem, czy mechanik robiący przegląd zwrócił na to uwagę. To już też nie ma znaczenia.

Jak źle jest walczyć samemu z sobą, kiedy trudno dostrzec właściwy cel tej walki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s