Aladyn?

Walczę, ale odbieram telefon. Znam terminy jego spotkań, godziny, wyjeżdżam o takiej porze, żeby już nie zdążył się spotkać, a on i tak wszystko przesuwa i przyjeżdża zanim zdążę ogarnąć samochód.

Wsiada i ruszamy. Przed siebie. Próbuje zdjąć moją bieliznę w trakcie jazdy, ale akurat ten pas jest połączony z bielizną i zdejmowanie go mija się z celem, jedziemy, parkujemy w okolicy jakiegoś domu, cieszę się, że mam przyciemniane szyby, ale i tak się boję, że ktoś coś zauważył, sfotografował…

A on, jak Aladyn, spełnia kolejne życzenia. Był taki czas, że marzyłam o tym, by poczuć we mnie jego język. Zaskoczył mnie maksymalnie. Za dużo na raz, wolałabym dawkować sobie doznania. Jego głos wciąż słyszę w głowie. Czuję wciąż jego usta, język. Nie mogę się skupić. On kończy na moich stopach, na nogach. Ociekam jego spermą, zapinam pasy, ruszam, on ubiera się, spieszy się na kolejne spotkanie, mówię, że zdąży, wysadzam go obok jego samochodu, nie ma korków, powinien zdążyć, mówi, że jutro zadzwoni.

I jeszcze mówił wcześniej, że jak pojedziemy na basen, będziemy mieć dwie godziny podróży w jedną i dwie w drugą stronę. Pytam go, czy w ogóle dojedziemy na ten basen. On mówi, że tak. A ja już się zastanawiam nad kostiumem, bo mój jest kompletnie aseksualny, taki zakrywający wszystko, jednoczęściowy, prawie do połowy uda… W pamięci wykopuję jedyny jednoczęściowy kostium, jaki odważyłam się kupić po operacji, paradoksalnie, kiedy na brzuchu pojawiła się gigantyczna blizna. Ale to było 7 lat temu. 7 kilogramów temu. Znów dałam się wciągnąć w lawinę pragnień, marzeń, planów, złudzeń…

Dobrze wiem, że nie mogę z nim nigdzie jechać. Dobrze wiem, że będzie niemożliwym wygospodarować wspólny termin. Dobrze to wszytko wiem, a jednak z nim na odległość oddechu, zapominam, zatracam się, dryfuję i boję się, że kiedy rozbiję się na skałach, będzie bolało jeszcze bardziej, niż zwykle.

Potem telefon i jakby wszystko się rozsypało, zawsze tak jest, im bardziej cieszy mnie pieprzenie się z nim, tym bardziej wszystko inne pieprzy mi się w życiu.

Mąż wrócił z pracy. Jego pocałunki na mojej szyi, uwielbiam. A w głowie wciąż tamten głos.

I takie koszmarne poczucie winy, ja nie umiem. Nie wiem. Nie potrafię.

Jak zaczarowana spełniam jego życzenia, zaskoczona, że on spełnia moje, zanim je jeszcze głośno wypowiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s