Złota rybka

Nie widzieliśmy się ponad dwa miesiące. Jakiś telefon w międzyczasie, odebrany przy mężu, rozmowa o dzieciach, wakacjach, urlopie, przekazuję jak najwięcej informacji, żeby uniknąć kolejnych telefonów w mało komfortowych warunkach. Dobrze mi w tym beztelefonowym ciągu. Bez spotkań, bez telefonów. Bez poczucia winy.

I od kilku dni taka straszna tęsknota. Może wynikająca z poczucia opuszczenia. Mądry człowiek kazał zastanowić się, od czego wszystko się zaczęło.

Od mojego poczucia opuszczenia i odkrycia, że dla kogoś jestem interesująca, pod wieloma względami, że ktoś chce spędzać ze mną czas, zabiega o mnie, o moją uwagę, zapamiętuje, co lubię…

To było to.

I wczoraj, w epicentrum (między strasznym kołowrotkiem w pracy, kumulacją różnych imprez i awarii sprzętu) telefon, odbieram, z taką ulgą i radością, mimo zmęczenia pracą, że on słyszy tę radość w moim głosie, mocno kontrastującą ze wszystkim, o czym mu opowiadam.

Pyta, czy poszłabym z nim na basen. Ta…. ja pamiętam, jak miałam w bagażniku torbę ze strojem, a on w ogóle o basenie nie myślał, choć tak się umawialiśmy… Mam do tej pory żal. Ale on zaczął tłumaczyć, że tym razem to naprawdę na basen, że razem, że na cały dzień, że daleko (no jasne, że nie blisko, bo nas wszędzie znają…) I zaczęłam się wkręcać w wizję podróży z nim, na cały dzień, na basen i urwał mi się wątek, bo doszłam do wniosku, że zanim dojedziemy na miejsce, zdążymy pewnie po kilka razy dojść i cóż my w tym basenie będziemy robić… A z drugiej strony odezwało się we mnie coś, co sprawiło, że pomyślałam, o, proszę, trochę przerwy i już czuje, że musi się mocno postarać, że musi mnie znów oswoić, że znów będę dzika, nieosiągalna, wymykająca się…

Zapytałam o strzelnicę, chciałam tam pójść z dziećmi, ale on zapytał, czy mam czym strzelać. Powiedział, że wrzuci karabin do torby, że przygotuje coś, do czego będę mogła strzelać i że pojedziemy – mówisz, masz….

Rozwalił mnie. Jak złota rybka spełniająca życzenia. Marzyłam o basenie od dawna, o strzelaniu też.

Dziś mieliśmy się zobaczyć, ale jakoś od rana tak bałam się tego spotkania, siedziałam zmarznięta i na jego telefony odpowiadałam, że mam bardzo dużo pracy. Potem jechaliśmy w tym samym kierunku, ale minęliśmy się. Nie spotkaliśmy się. W drodze powrotnej rozmawialiśmy przez telefon.

Wiem, że to jest znów urabianie mnie, oswajanie, żebym była otwarta na jego propozycje.

I wiem, że moja tolerancja na telefony, chęć rozmowy – że to wynika z hormonalnego przestrojenia.

I wiem, za czym tęskniłam, właśnie za tą uwagą, za uważnością na moje potrzeby, pragnienia, poczuciem, że to tylko dla mnie, że jestem ważna, wyjątkowa…

Tego mi chyba brakuje w relacji z mężem, kiedy biegamy każde za jakąś sprawą, a jak nie biegamy, to jesteśmy obok, ale nie razem, jak w równoległych rzeczywistościach.

Fajnie jest czasem mieć złotą rybkę, która spełnia życzenia. Ale chyba wystarczy mi sama świadomość, że ta rybka istnieje, boję się odważyć i skorzystać z jej oferty. Wypowiedziałam już życzenia. Ale może tak naprawdę wcale nie chciałam, by się spełniły

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s