lipcowo

Ciągle strasznie tęsknię. Nie umiem sobie z tym poradzić, on wraca w moich myślach, łapię się na układaniu rozmów z nim. Bezsensowna relacja, która mnie wykańcza.

Powtarzam sobie, że już koniec, a potem i tak wsiadam do samochodu, odbieram telefon, jadę, jedziemy, stałe schematy. Może kilka nowych elementów.

I wniosek, że wkurzające jest to, jak ja potrafię akceptować jego wszelkie pomysły, eksperymenty, mówi, ma, wszystko, o czym powie, a on nie jest w stanie zaakceptować moich propozycji, które wcale nie wydają mi się jakieś bardzo odbiegające od akceptowalnych zachowań. Takie przykre, kiedy na kolejne moje propozycje on mówi, że nie…

Ostatnio w aucie padł pomysł skończenia na mojej twarzy, ale okazało się, że żadne z nas nie ma chusteczek (jego auto, w moim zawsze coś jest, wsiadłam do jego auta tylko z telefonem i kluczykami). Po sekundach zastanawiania się stwierdziłam, że użyję pończoch do wytarcia się, a potem zaproponowałam jego bieliznę, mógłby ją zdjąć i wrócić do pracy w samych jeansach. Nie zgodził się. Ostatecznie znalazłam jakieś antybakteryjne chusteczki w drzwiach jego auta, ale długo wymyślałam różne powody, które mogły uzasadnić jego nie.

Wyjechał na cztery dni, a ja już nie mogę doczekać się jego telefonu. A w sumie we mnie narasta jakieś rozżalenie, rozczarowanie, chciałabym móc powiedzieć mu, że nie podoba mi się jednostronność w tej relacji, ale tak naprawdę to w ogóle nie podoba mi się nasza relacja. Nie rozumiem, dlaczego za nim  tęsknię, może kwestia hormonów, orgazmów, poczucia wsparcia i tego, że wysłuchuje, nie krytykuje, że po prostu jest i sama świadomość, że jest działa na mnie jakoś kojąco, daje złudzenie, że nie jestem sama, ale to tylko złudzenie, nie ma realnego wsparcia.

Nie wiem, czemu sypie się moja relacja z mężem. Pozornie jest stabilnie, ale czuję, że mniej rozmawiamy, że uciekam od rozmów, ciągle czuję się atakowana przez niego, też mam wrażenie, że on ucieka, w komputer, w remont, w czytanie, w cokolwiek, nawet samo to, że teraz siedzi na drugim końcu domu, a nie ze mną przy naszym stole, jest dla mnie nieprzyjemne. Kiedy wieczorem zasypiam, chcę wtulać się w niego, czuć bezpiecznie, mieć poczucie, że jestem z właściwą osobą i we właściwym miejscu.

I nie rozumiem, dlaczego tęsknię, skoro nie wymieniłabym ich. Może łatwiej tęsknić za kimś, do kogo nie mam prawa, niż za kimś, kto teoretycznie jest mój, ze mną, dla mnie, ale za kim tęsknię, bo nie jest taki, jakim go potrzebuję, jakim był, jakim go pamiętam.

Czas tak szybko leci.

Nie chcę tęsknić. Nie umiem przestać. Nie umiem zrozumieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s