Ale jaka

Zastanawiając się nad tytułem wpisu, pomyślałam „lękowa”, bo taka zdominowana lękiem się czuję. Ale nie chciałam użyć tego słowa, bo padło w odniesieniu do mnie, z ust nowej szefowej, kiedy nie chciała mnie zatrudnić.

Z czasem myślę, że jej doświadczenie pozwoliło na taką właśnie opinię. Może i słuszną. Nie chcę już tej pracy. Robię, co do mnie należy, ale już nie z takim sercem, jak kiedyś. Przychodzę, odhaczam kolejne zadania, więcej milczę, nie reaguję na to, co jeszcze jakiś czas temu wywoływałoby mój gwałtowny sprzeciw, długo ważę słowa. Nie wiem, czy to też wynika z lęku, czy może z doświadczenia, a może po prostu z przekonania, że nie na każdy temat muszę się wypowiadać, że w wielu przypadkach moja gwałtowna reakcja i tak niczego nie zmieni, że na tak niewiele spraw mam wpływ, że po prostu nie warto. Staram się jak najmniej mówić o sobie, uśmiechać, naturalnie robić swoje, ale to już nie ja, nie taka, jak choćby jeszcze dwa lata temu.

Ubiegłoroczna wiosna była ciężka, w takim rozdarciu między szpitalem, domem, milionem różnych spraw… Teraz też dzieje się tak wiele. I sama już nie wiem, jak będzie dalej.

Byłam dziś na basenie, tak bardzo za tym tęskniłam, ale tłum ludzi i bieganie za dzieckiem to nie to samo, co popływanie, oderwanie się od tego, o czym nie chcę myśleć.

Mam poczucie, że nie radzę sobie z tęsknotą. Wszechogarniającą. Męczącą. Może z innych względów czuję się bezsilna, a to dodatkowo wzmacnia takie poczucie. Rozum mówi, że nie mam za kim tęsknić, ani za czym. A myśli i tak krążą wokół niego. Durne. Zazdrosne. Że jest na wycieczce, że pewnie znów dusza towarzystwa. Że dużo alkoholu. Że pewnie prześpi się z tą czy tamtą. Ale że jak dużo alkoholu, to może komuś powie, może wygada. I tak bardziej przeraża wizja tego, że z kimś się prześpi, niż wizja, że komuś o nas powie. Wiem, że bez sensu.

Łapię się na rozmawianiu z nim, próbuję o nim nie myśleć, nie tęsknić, wmawiać sobie, że mi nie zależy, że nie odbiorę, że się nie spotkamy. Chrapanie męża wypełnia pokój. Po raz pierwszy od nie pamiętam jakich czasów nie mam ochoty na seks, choć powinnam, nie na taki, jaki zawsze mi się podobał, jakby przytłaczało mnie to, co zawsze sprawiało przyjemność. W głowie wraca jego tekst o wspólnym wyjeździe, chociaż wiem, że to bzdura i manipulacja. Codzienność układa różne problemy, a ja sama sobie dokładam kolejne, z nim w tle.

Patrzę na deszcz pod kątem tego, że szyby będą pokryte kroplami, że nie będzie widać z zewnątrz co dzieje się w samochodzie, że nie będą ludzie krążyć, patrzeć, przyglądać się, zastanawiać. A przecież ma już nie być samochodu, kropli na szybie, tęsknoty, zastanawiania się.

Rzucić to wszystko, poczytać kryminał, zrobić na szydełku etui na telefon, upiec karpatkę i rogaliki, pojechać do parku, spacerować po dziwnych mostkach, które źle się kojarzą, pływać do upadłego, śpiewać głośno ulubione włoskie piosenki, pić zieloną herbatę, nie czuć, nie myśleć o tym, co boli, być tu, teraz, tylko skupiając się na tym, co równoczesne i na co mam wpływ. A czasem mam wrażenie, że na siebie samą nie mam wpływu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s