Chciałam….

Chciałam napisać o tym, że skończył na moich majtkach, a właściwie na mnie, a potem w majtki wsiąknęła jego sperma, w majtki i w sukienkę. Cały gabinet wypełnił się zapachem spermy. Nie miałam ze sobą perfum, on też nie.

A potem wdychałam zapach spermy, wrzucając bieliznę do prania. Sukienkę uprałam w rękach.

I jadłam owsiankę, wyobrażając sobie, że to jajecznica ze skwarkami, wąchałam majtki, wyobrażając sobie, że on jest obok, i już nie pamiętam, co jeszcze chciałam napisać, ale nie napisałam, bo nie mogłam się zalogować.

I znów. Samochód, cmentarz, ja, on, jak stały schemat.

I taki niesamowicie delikatny, a jednocześnie tak bardzo skuteczny. Doszłam szybciej, niż się spodziewałam, szybciej, niż on się spodziewał. Jakby czytał mi w myślach, że mam dość tego, kiedy masakruje mnie zbyt mocnymi, zbyt szybkimi i zbyt gwałtownymi ruchami. A potem siedzieliśmy w aucie, trzymałam jego dłoń i masowałam ją (mówił, że chyba stawy go bolą, ale sam nie umiał określić, co i gdzie dokładnie). Rozmawialiśmy długo. Drżałam. Mieliśmy pojechać na kawę, ale wolałam siedzieć tam z nim, masując jego dłoń, rozmawiając głównie o naszym wspólnym koledze, który upublicznił swój romans. Zapytałam, co on zrobiłby, gdyby ktoś zaczął go szantażować i przesłał mu np. jakieś zdjęcie z mojego samochodu. Powiedział, że wyparłby się, że przecież to nie on, a ja mogłabym powiedzieć, że komuś pożyczyłam samochód… taaaa… bardzo naciągane. Nikomu nie pożyczyłabym samochodu, a jeśli już, to przecież musiałabym powiedzieć, komu…

Z jego członkiem w ustach czułam, że znów jestem na niewłaściwym miejscu, że chcę powiedzieć dość, że już nie chcę. A potem odleciałam tak szybko.

A jeszcze tydzień temu czułam się tak silna, wierzyłam, że się uda, że to już koniec, cisza, brak spotkań, a kiedy wszystko sypało się na głowę, telefony od niego były jak balsam, jak spadochron, który nie pozwalał się rozbić. I już nie wiem, czego chciałam, a czego nie chciałam.

Chciałam iść z nim na basen. Nie zadzwonił następnego dnia. Ciągle czuję, że on się boi.

Okłamał mnie. Zapytałam o bilety. Powiedział, żebym nie kupowała, że da mi je w prezencie. Zapytałam o nie ponownie, po jakimś czasie, wiedząc, że już są, a on powiedział, że ich jeszcze nie ma. Zabolało. Dziś już ponownie nie pytałam. Pojechałam je kupić. Chwilę przed tym rozmawiałam z nim przez telefon. Gdy zbliżałam się do budynku, zobaczyła mnie jego sekretarka, przywitałam się z nią, a ona zapytała, czy idę do nich, powiedziałam, że nie, że do kasy, a ona na to, że jego nie ma (przecież wiem, że nie ma, chciałam odpowiedzieć, ale ugryzłam się w język), że jest na zebraniu (przecież wiem…), powiedziałam, że w sumie to idę do nich, ale do kasy… a on mówił, że będzie bardzo zajęty….

Kupiłam. Nie tam, gdzie zawsze lubię siadać. Nie było tych rzędów. Dostałam bilety bardzo nisko. Niby fajnie, niby wszyscy tak chcą. A ja mam swoje ulubione miejsca i zawsze tam kupuję bilety. Pomyślałam naiwnie, że może nie mogę ich kupić, bo on je dla mnie odłożył.

Zapomniałam, że jego kobieta miała urodziny. Wczoraj? Dziś? Jakoś tak teraz. Nie pamiętam dokładnie.

Oboje jesteśmy strasznie zabiegani. Myślałam, że to ułatwi rozstanie. Ale wcale nie jest łatwiej. Coraz bardziej boli za każdym razem, gdy upadam i nie pomagają żadne spadochrony. Na dodatek włącza się opcja straszliwej tęsknoty.

Bezsilna. A tak chciałam….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s