Bez

Kiedy wysiadał z mojego samochodu ponad tydzień temu powiedział, że jutro zadzwoni. Nie zadzwonił. Ani jutro, ani przez cały ten czas.

Nie wiem. Może założył, że po tej spermie na pończochach znów go zablokuję. A ja czekałam. Chyba ciągle czekam. Wypełniam dni codziennością. Mailem do jego kobiety z propozycją wspólnego projektu (ciągle nie odpisała), obskakuję służbowe wigilijki, pracuję, wysłuchuję ludzkich opowieści i gryzę się w język, żeby nie opowiedzieć swojej historii. Że się motam.

U fryzjerki kobiety żartowały sobie z tego, że tkwią od lat z jednym mężem, że nawet nie wiedzą, jak to jest z innym, że może chętnie sprawdziłyby…

A ja nie mogłam im powiedzieć, że nie warto sprawdzać, że nie warto próbować, że to potem latami ciągnie się, jak ser w lasagne, że boli, rani, że nic już nie jest takie samo, jak przedtem.

Ciągle z nim rozmawiam w myślach. Odpowiadam na jego telefon, na jego pytania, których wcale nie zadał. Pytam. I formułuję odpowiedzi, jakie mogłabym od niego usłyszeć…

Bez jego telefonów pusto mi. Źle. Choć powinno być dobrze i łatwiej. Smutno, że tak z dnia na dzień nie zadzwonił.

I choć wiem, że nie dzwoni, bo wie, że nie będę chciała się spotkać, że nie będę chciała się pieprzyć na parkingu w lesie, w samochodzie – wcale mi nie jest lżej.

Zastanawiam się, czy coś się nie stało, czy z jego mamą wszystko ok, z dziećmi, z kobietą, z pracą… Jasne, z tej troski sama mogłabym zadzwonić. Ale nie dzwonię. Jak sygnał dla niego, że nie mogę, że mi nie wolno, że nie będzie pierwszego kroku z mojej strony, że przynajmniej próbuję trwać w moich postanowieniach. Ciałem. Bo dusza robi straszną dywersję.

Mam koszmarny katar. Boli mnie gardło. Będzie mi się źle spało.

Oglądam luksusowe zabawki. Nie umiem się zdecydować. Dociera do mnie, że nie chcę zabawek, że po prostu chcę wspólnej zabawy. I nie wiem, próbuję sobie wmawiać, że zabawy z mężem, ale dokuczliwa tęsknota chyba też o czymś świadczy. Nic nie kupiłam. Chyba naprawdę nie potrzebuję nowych zabawek. Sama czuję się, jak jego zabawka. Popsuta, więc już po nią nie sięga. Smutno mi. I trudno dookoła tłumaczyć ten smutek. Nawet przed sobą samą nie umiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s