Wirująco

Déjà vu….

Znów jego kobieta dzwoni i pyta, czy możemy jechać do pracy razem. Ciężki dzień przede mną, a jej obecność nie ułatwia niczego.

Wcześniej zablokowałam jego numer. Po historii z cukinią, której nie mogłam wyjąć przez dłuższą chwilę (skurcz mięśni i przerażenie, że tak zostanę na długo…), znów mobilizowałam się do trwania daleko od niego. Wytrzymałam kilka dni. A potem zadzwoniłam, żeby powiedzieć, że go zablokowałam. Po tym telefonie zdjęłam blokadę, ale jadąc z nią do pracy zastanawiałam się, co będzie, jeśli on zadzwoni. A ona, trajkocząc do mnie i do innych, opowiedziała tyle, że poukładały mi się kolejne kawałki układanki.

Nie są małżeństwem. Nigdy go o to nie zapytałam. Ona opowiadała o nim koleżankom. Nakreślała kontekst. Mówiła, że on od dawna śpi u mamy, że się mijają. Wyszło mi na to, że ja czasem widuję go częściej, niż ona…

Do jedzenia zamówiłam cukinię. Perwersyjnie. Nie mogłam się oprzeć. Mówiła, że w nic się już nie mieści, a ja z durną satysfakcją patrzyłam na jej grube uda w spodniach i wizualizowałam jego dłonie na koronce pończoch na moich udach (mam szczuplejsze nogi).

Była przemiła. Mówiła o samochodzie, który kupił i o tym, jak się nim fajnie jeździ – walczyłam, żeby nie powiedzieć, że doskonale wiem, że przecież jeździłam z nim…

I jeszcze jak mówiła o jego córce, o nim, takie informacje, których teoretycznie nie powinnam znać, a ja przecież to wszystko od niego wiem…

Kiedy siedziała w moim gabinecie, on zadzwonił, pomachałam, żeby go pozdrowiła ode mnie, a on zapytał, o kogo chodzi, ona tłumaczyła: no pani dyrektor, no ta, co nam dokumenty…. – A on dziwił się, myśląc, że chodzi o kogoś z jej pracy, potem uświadomiła mu, że jest dziś w pracy u mnie, podała miasto, on zorientował się chyba, ale nie wiem, co powiedział. W każdym razie to na pewno był dla niego sygnał, by nie dzwonić.

I jeszcze potem kupiłyśmy kawę, każda postawiła swój kubek w aucie, w przegródce na drzwiach. Ona odpakowała moją słomkę, pomogła zainstalować ją w kubku – ja prowadziłam. A ona siedziała tam, gdzie on kilka dni wcześniej.

Rok temu już to przerabiałam. W tym roku jakoś podświadomie liczyłam na to, że też zadzwoni, że pojedziemy razem, uprzedmiotowiłam ją – potraktowałam jako źródło informacji, w ubiegłym roku nic o nim nie mówiła.

Strasznie rozbolała mnie głowa. Potem brzuch – dostałam okres. Tak bardzo chciałam komuś opowiedzieć, co czuję, dlaczego się tak motam, czemu mi tak źle. I co mogłabym powiedzieć? Że siedzę przy jednym stole z kobietą mojego kochanka (ex-kochanka?), która o mnie nie wie? Że udaję, że zaskakują mnie jej informacje z ich, z jego życia?

Że w sumie ją lubię, że jest fajna, że rozumiem, co on w niej widzi, że nie rozumiem, dlaczego, skoro ją kocha, spotyka się ze mną, robi ze mną to wszystko, co wykracza poza definicję koleżeństwa…

Rozmawiałam z mężem, powiedziałam mu, że niezręcznie mi było, kiedy ona opowiadała mi o ich życiu, a ja udawałam, że się dziwię, że nie wiem, a przecież wiem, przecież z nim niemal codziennie rozmawiam – że ta niezręczność nie wiem, z czego wynika. Że ja mężowi opowiadam, jak on do mnie dzwoni, co u niego, że mąż wie o jego nowym aucie, o chorej mamie… Bo może różnica jest taka, że ja rozmawiam jednak z mężem, że nie mijamy się tak bardzo, jak oni, że on nawet nie wiedział, że ona jedzie ze mną, moim autem, do mojej pracy, a mój mąż zorientował się od razu, nie dziwił go jej samochód na naszym podjeździe.

Ciągle boli mnie głowa. Tak strasznie za nim tęskniłam, tęsknię. Strasznie boli. Czekałam na jego telefon od rana, zadzwonił, gdy wychodziłam do pracy, umówiliśmy się na późniejszy telefon. Skończyłam pracę, nie zadzwonił. Wsiadłam do auta, cały czas licząc, że się odezwie. Odezwał się. Zaproponował spotkanie. Powiedziałam, że jestem strasznie głodna, że zjem cokolwiek, on prosił o szczegóły, powiedziałam, że chcę zupę, i że chcę szczegółów naszego spotkania, że muszę wiedzieć, co będziemy robić. Powiedział, żebyśmy się spotkali na cmentarzu i pojedziemy na zupę. Pojechaliśmy. Wstępny plan był taki, żeby do Maka, potem trafiliśmy na stację benzynową. On bardzo nalegał, żebym zdjęła rękę z kierownicy, rozpiął spodnie. Odmówiłam, patrzyłam na drogę, on patrzył na mnie, na moje pończochy, zapytał, czy mam drugą parę na zmianę. Zapytałam, dlaczego pyta. Chciał spuścić się na moje pończochy.

Jakiś czas temu uznałabym to za genialny pomysł, bardzo genialny i podniecający. A tym razem po prostu nie wiedziałam, co mam powiedzieć. I tak to zrobił. Mówił, że wzorzyste pończochy też są fajne, ale potem zorientowałam się, że on może mówił o koronkowej manszecie (miałam taką niewzorzystą, w paseczki), że może o to chodziło, a nie o wzór na całej długości. Chciałam go dziś o to zapytać, ale nie zadzwonił. Siedział wczoraj długo w moim aucie, ja trajkotałam, opowiadałam o podróży z nią, o niezręczności całej sytuacji, czułam, że on nie chce o tym rozmawiać, ale sadystycznie ciągnęłam temat, jakbym chciała, żeby on też utracił poczucie komfortu.

Źle mi. On nie chciał wyjść z auta, a ja chciałam, żeby został w nim jak najdłużej, nawet, jeśli nie mogłam nic zrobić.

Bezwstydnie przed samą sobą przyznałam, że finisz na moich pończochach był jak realizacja fantazji, niesamowicie ekscytujący. Że chciałabym jeszcze. Ale mi nie wolno. Nie mogę.

Marzy mi się zmysłowa sesja fotograficzna, w pończochach, nogi, ewentualnie pośladki, te koronkowe manszety, czarno-białe zdjęcie w dużym formacie. Dwa egzemplarze. Jeden dla męża, drugi dla niego. I potem zderzyłam się z wizją, że nawet, jeśli dam mu takie zdjęcie, nawet, jeśli je gdzieś powiesi, mówiąc, że po prostu dostał od jakiegoś fotografa, to jeśli nas odwiedzą, a ona zobaczy takie samo zdjęcie u nas, to przecież…

Nie wiem, czy zdążę przed świętami z tą sesją, w poniedziałek zadzwonię do fotografki, którą poznałam przy zleceniu dla niej, potem robiła nam zdjęcia, robi takie sesje, zobaczę, co da się zrobić.

Jeden egzemplarz. Dla męża. Pończochy. Z wiekiem coraz bardziej świruję. On też. Czemu nie wpadliśmy na siebie wcześniej? Czemu nie umiem bez niego wytrzymać? Albo nie chcę umieć?

Tak strasznie dziś tęsknię. I wiem, że nie mam prawa. Moje pończochy, jego sperma, jego oddech na moim policzku, ciężar ciała na moim ciele, ciepło rozlewające się po udach, białe, zaschnięte plamy. Przecież nie mogę, nie umiem, nie potrafię. Kruszę się i rozsypuję. Nie rozumiem, wszystko wiruje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s