Nieumiejętnie

Dreptam w miejscu.

Do tego ogarnięta przerażeniem, że powinnam dostać okres kilka dni temu i nadal nic. Wczoraj w samochodzie było dość ostro, pojawiła się krew, miałam nadzieję, że to okres, ale wszystko wskazuje na to, że on po raz kolejny mnie rozkrwawił. Dziś nic. Poza moim rosnącym stresem.

I jeszcze moja propozycja, żeby wszedł we mnie…

Tradycyjnie odmówił, tym razem nie powiedział, że nie chce, ale że czeka na właściwą porę, zapytałam, kiedy to będzie, ale jakoś uniknął odpowiedzi.

Czasem mam ochotę powiedzieć mu, że nasze oczekiwania się rozmijają, że nie dajemy sobie tego, czego oczekujemy od siebie. Ale wcale tak nie jest. Gdyby nie otrzymywał tego, na czym mu zależy, nie chciałby się ze mną spotykać. Nie widzieliśmy się przez kilka tygodni. I szukałam pretekstów, żeby się nie spotkać, zmyślałam różne powody, o paradoksie, co to za kochanka, która zamiast okłamywać męża, by spotkać się z kochankiem, okłamuje kochanka, bo chce zostać wierna mężowi. Jakby tak trudno było powiedzieć prawdę. Tylko jaka jest ta prawda?

Że nie chcę się z nim spotykać? Chcę, ale po to, by napić się kawy, czuć to napięcie między nami, ale nie pozwolić mu dojść do głosu…. Bez sensu?

Że chcę być wierna mężowi. Bo go kocham, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bo jest ważny i wyjątkowy. Że chcę? To może za mało chcę, skoro nie potrafię….

Nie wiem, ile już razy mówiłam mu, że to koniec i chyba sama w to nie wierzyłam. On też nie. Wczoraj spędziliśmy dużo czasu razem, prawie dwie godziny. Nie wiem, kiedy to minęło. Oboje spóźniliśmy się do swoich zobowiązań. W jego aucie moje koła, my w moim w lesie, tylne siedzenie, inaczej, mocniej, bardziej, zapytał, czy znów nie mam niczego, co mógłby włożyć. Powiedziałam, że następnym razem kupię cukinie. Wieczorem musiałam jechać do apteki. Wiedziałam, że najpewniej będzie z córką, nie mogłam się powstrzymać, zadzwoniłam. Oddzwonił. Zapytałam, czy jeździ, potwierdził, że jest z córką, powiedziałam, że jadę po cukinię, życzyłam miłego jeżdżenia, pożegnaliśmy się krótkim pa.

Ileż można tak w kółko.

Boję się, że jednak mogłam zajść w ciążę. Nie z nim.

Zmiany w pracy, wydaje mi się, że trochę zaczęło się stabilizować. Wczoraj wybiegłam, spiesząc się do warsztatu, a okazało się, że ekipa chciała mi podziękować za poprzednie lata. Głupio mi, musiałam biec, nie miałam o niczym pojęcia. Czuję się, jakbym wygryzła moją szefową, choć obie mamy teraz podobne stanowiska, a ja moje jej właśnie zawdzięczam.

Źle mi. Choruję pewnie właśnie dlatego, że tak wszystko niepoukładane we mnie. Motam się, boję, uciekam przed sobą samą. Tęsknię za sama nie wiem czym.

Źle mi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s