Upadłam

Kolejny raz. Sama nie wiem, od czego się zaczęło. Od tego, że jednak odebrałam telefon, że wyżaliłam się, że jeździłam po mieście, a on zadzwonił, zapytać, co słychać. Że powiedział, że idzie do fryzjera, że poprosił, bym podjechała, skoro jestem blisko, że przecież pewnie na takim parkingu poczuję się bezpiecznie, że to tylko na 5 minut, bo jest umówiony na konkretną godzinę.

Nakrzyczał na mnie, kiedy wsiadł do auta, nakrzyczał, że dam radę, że potrafię, że tylko mówię, że nie dam rady. Nie wiem, może potrzebowałam takiego nakrzyczenia bardziej, niż rozczulania się.

Porozmawialiśmy chwilę, potem poszedł do fryzjera, a ja na zakupy. Kupiłam już wszystko i szłam do kasy, gdy znów zadzwonił, że już jest po, że kupi dwie kawy i zobaczymy się tam, gdzie zawsze. Byłam już przy kasie. Zapytałam, czy poprzestanie na zobaczeniu się, powiedział, że nie ma mowy. Zapłaciłam, pojechałam, gorąca kawa parzyła usta i rozgrzewała ręce. Nawet nie pojechaliśmy do lasu. Siedzieliśmy na parkingu, z przodu samochodu. Po dłuższym czasie przenieśliśmy się do tyłu. Stały schemat, nie umiem sobie tego poukładać, że tak w sekundzie poddaję się sytuacji.

Rozstajemy się. On mówi, że wyjeżdża na trzydniowe szkolenie, a ja już zaczynam tęsknić.

Nie wiem, dlaczego tak jest. Tak długo był mi obojętny, cieszyłam się, że nie spotykamy się, nie tęskniłam, nie chciałam się z nim spotykać. A teraz po jednym spotkaniu rozsypałam się. Nie umiem wrócić na właściwy tor. Tęsknię i już nie mogę się doczekać, kiedy zadzwoni. Nie mam siły, żeby znów spróbować, żeby odciąć się, a przecież dwa tygodnie temu czułam się tak silna, tak pełna nadziei, że się uda. I znów upadłam.

Byłam u fryzjerki mojej ulubionej. Wyczarowała piękny kolor moim włosom, cudnie mi w tym kolorze, z takimi włosami. Do tego dodałam paznokcie, wiśniowe. I wiśniowe usta. I brwi z henną. Wczoraj poszłam na wernisaż, z nikłą nadzieją, że się spotkamy, ale go nie było. Spotkałam inne osoby. Rozmawiałam chwilę z autorem prac, piękne. Potem wymknęłam się po angielsku. Nieco rozczarowana jego nieobecnością.

Dziś kolejny męczący dzień. Wracałam z pracy słuchając nagrania „Niewierni”. Jak magnes mnie to przyciąga, taka tematyka, problem rozdarcia, niepewności, wahania, zazdrości, wyniszczającej relacji…

Czuję się, jak wiele lat temu, kiedy zależało mi, by czas w weekendy biegł jak najszybciej, żeby znów móc czekać na telefon, na spotkanie.

Beznadziejnie mi z tą świadomością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s