Niepotrzebnie

Czuję się zupełnie niepotrzebna, jakbym nie nadawała się do niczego.

Dziś, po kolejnych negocjacjach, nowe rozdanie. Mam zastępować nową, jako zastępca od mojej jednostki, moja dotychczasowa szefowa będzie zastępcą od przekształceń, a jej druga zastępca – pełnomocnikiem….

Wiem, że nie takiego układu oczekiwała nowa, siedziałyśmy przy jednym stole, ona, przy mojej obecnej szefowej i drugiej zastępcy, zaczęła mówić, że chce wytłumaczyć, dlaczego mnie nie chciała, powiedziała, że jestem lękowa. Tak właśnie to ujęła. Nafaszerowana neopersenem nie rozpłakałam się, szefowa przerwała jej…

Nie mam pojęcia, dlaczego, po weekendzie telefonów wymienianych z nową, z drugą zastępcą, kiedy ja byłam poza obiegiem informacji, jednak szefowa zaproponowała taki układ, może po to, by pokazać, że nie damy się szantażować, że sama nie wiem. Może jakaś lojalność i wyrzuty sumienia, że jednak razem tworzyłyśmy wszystko przez tyle lat, w końcu to ona mnie zapytała wiele lat temu, czy chcę ją zastępować. Wahałam się, to była jednak dobra decyzja, wiele się nauczyłam. Na niektóre rzeczy miałam wpływ.

A teraz źle się czuję. Najpierw pomyślałam, że jednak zaproponuję zmianę, nie chcę być zastępcą osoby, która nie chce ze mną współpracować. Która wyrobiła sobie o mnie zdanie na podstawie sama nie wiem czego. Zastanawiałam się, czy nadal być pełnomocnikiem, robiłam to przez 5 ostatnich lat, chyba całkiem sprawnie, teraz też mogłabym – za te same pieniądze, a odpowiedzialność mniejsza, mniej obowiązków.

I tak finansowo to odczuję, bardzo. Więc mam ochotę podziękować za oba stanowiska. Nie brać tych pieniędzy, pokazać, że nie o stołek chodzi, wybrać spokój.

I może po prostu zająć się sobą, swoimi sprawami.

Jest mi strasznie ciężko. Od tygodni płaczę, jest mi źle, gdyby nie mąż, zupełnie nie byłabym w stanie ogarnąć domu i dzieci, właściwie niemal wszystko jest na jego głowie. Mimo depresji zwlekam się, walczę, wstaję, robię zakupy, wysyłam dzieci do szkoły, próbuję gotować, sprzątać, ale ciągle płaczę, źle mi.

Kiedy czekałam na powrót nowej i szefowej, pan K. zadzwonił, pytając, jak sytuacja. Opowiedziałam, jak wszystko się zmienia, jak boję się, że zostanę na lodzie, że gdzie ta lojalność, o której kiedyś rozmawialiśmy… Nie wiedziałam jeszcze wtedy, jakie są nowe plany. Rozkleiłam się, rozmawiając z nim, słuchając jego rzeczowych argumentów, przekonywania mnie, że dam radę, że potrafię i mogę. Nie wiem, dlaczego jego zdanie ciągle ma dla mnie znaczenie. Miałam zupełnie zerwać z nim kontakty. Nie potrafię. Na jutro umówiliśmy się na telefon. Po spotkaniu zadzwonił. Przedstawiłam nową wersję wydarzeń, a jutro, tak czuję, że taką mam potrzebę, chciałabym go zapytać, co sądzi o moim pomyśle, żeby zrezygnować zupełnie.

Czuję się taka krucha, jakbym miała za moment rozlecieć się na milion kawałków, już kiedyś czułam, że się tak rozpadam. Posklejałam wszystko, posklejałam siebie. Tak dużo czasu mi to zajęło. Nie chcę znów przechodzić przez ten ciężki stan, bo będę musiała sama się z nim uporać. Wolałabym spakować się i po prostu odejść.

Tylko nie mam dokąd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s