Lawina

Jedna decyzja, a wszystko zaczęło się rozsypywać.

Praca. Perspektywa, na początek, niższej pensji (o prawie 1/3), a potem może w ogóle już nie będzie pracy… Szefowa ma zostać zastąpiona osobą, która pojawiła się u nas 7 dni temu (szefowa szefuje siedem lat), ta nowa, nie rozmawiając ze mną, po pięciu minutach rozmowy z drugą zastępcą, tą, która zastępuje szefową od 7 dni, jej proponuje stanowisko zastępcy, do mnie mówi per dziecino albo traktuje jak powietrze.

Takie poczucie porażki i beznadziei, przekreślenia tego wszystkiego, co zrobiłam przez ostatnie lata, gaszenia pożarów, gdy szefowej nie było i trzeba było rozwiązać palące problemy o wielkiej skali. Jakoś wyprowadziłyśmy naszą instytucję na prostą. A teraz czuję się jak zbity pies.

Nawet, jeśli w piątek nagle pojawiła się informacja, że nowa szefuje, a obecna i dwie zastępujące (w tym ja) będziemy zastępować nową, to wcale mnie to nie uspokoiło. Rozsypana jestem, zupełnie, na to poczucie odrzucenia i porażki nałożyły się hormony, kolejne rozstanie (napisałam najpierw próba rozstania, ale chciałabym, żeby to było definitywne rozstanie)…. Strasznie ciężko.

We wtorek próbował zadzwonić, ale nie odbierałam, potem chciałam oddzwonić, żeby powiedzieć, że się nie spotkam, w końcu zdzwoniliśmy się, zaprosił na kawę, odmówiłam, mówiąc, że picie kawy nam zupełnie nie wychodzi. Lało straszliwie. Wróciłam do domu. W środę zadzwonił, gdy byłam w pracy. Zapytał, jak sytuacja, było bardzo źle, po południu jeszcze dostałam maila, że nowa chce współpracować z tą drugą, albo z nikim. Rozkleiłam się zupełnie. W czwartek przekazaliśmy ekipie wieści, z całą świadomością, że zmiany będą, ale tak naprawdę jakie będą, okaże się dopiero za ponad tydzień. Do tego czasu jakoś staram się trwać. W piątek zdążyłam umalować się, wstąpiła we mnie jakaś nowa energia, miałam pakować swoje rzeczy, ale mąż przekonał mnie, żeby poczekać, że jeszcze nic nie wiadomo. I tak chcę się spakować, uporządkować dokumenty, cokolwiek będzie, chcę, żeby wszystko było pozamiatane, gotowe na zmiany.

Boję się tych zmian. Jednego dnia tego, że stracę pieniądze związane ze stanowiskiem i będzie ciężko, ale za to odzyskam czas dla siebie, dla rodziny.

Drugiego dnia boję się, jak dam radę z potrójnymi obowiązkami przy znacznie zredukowanym wynagrodzeniu. Czuję, jakbym już nie chciała tego stanowiska, obowiązków, niczego….

Uciekam w ramiona, które dają poczucie bezpieczeństwa. Otula mnie jego zapach, czuję jego oddech na włosach, zapadam się w nas i przez moment problemy nie istnieją. Szkoda, że tylko przez moment.

Nie jestem osobą, która umie upomnieć się o swoje, długo ważę argumenty, nie umiem walczyć, jakbym w ogóle nie widziała swoich dobrych stron, nie czuła, że mogę ich przekonać, że jestem potrzebna. I czuję się niepotrzebna, odrzucona, wykorzystana. Chciałabym umieć się odciąć od tego i zacząć nowy etap.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s