Jak od początku

Próbuję zacząć od nowa. Definitywnie.

Zablokowałam jego numer w telefonie. Nie mogę odebrać, bo nie będę umiała odmówić mu i znów spotkam się z nim, znów wpadnę w lawinę tego, od czego chcę uciec.

Nie umiem mu wytłumaczyć, że nasze oczekiwania są odmienne. Że ja nie potrzebuję, nie oczekuję szybkich numerków w samochodzie, że właściwie do niczego go nie potrzebuję.

Siedząc kolejny raz na tylnym siedzeniu z jego członkiem w ustach powtarzam sobie, że jestem tam wbrew sobie samej, robię coś, czego nie chcę, tylko dlatego, że nie umiem powiedzieć, że nie chcę.

Zastanawiałam się, dlaczego nie umiałam, nie umiem mu tego powiedzieć. Może bałam się, że gdy powiem, że nie chcę, że gdy wprost wyrażę, jaka według mnie powinna być nasza relacja, to on mnie odrzuci, przestanie lubić. Ale ja wcale nie potrzebuję być lubianą przez niego. Już nie potrzebuję. Nie chcę motać się we własnej rozpaczy, rozdarciu. Chcę cieszyć się tym, co mam i nie chcę, by on mącił mój kruchy spokój.

Już nie uwierzę, że możemy spotykać się na kawie i tylko rozmawiać. Próbowałam, ale on nawet nie chciał udawać, że to możliwe, choć jeden raz spotkać się tak tylko na rozmowie, żeby dać mi poczucie, że mogę mu zaufać, nawet nie próbował, skończyło się, jak zwykle. A kaliber moich wyrzutów sumienia przytłacza mnie coraz mocniej.

Nie potrzebuję seksu z nim. Na co dzień seks z mężem jest cudowny, niczego nie muszę udawać, nie muszę niczego kontrolować, jest cudownie, zwłaszcza ze świadomością, że on zna każdy kawałek mnie, że jesteśmy blisko, że mnie całuje, że mówi to, czego lubię słuchać, że mówię, że kocham i że właśnie tak to powinno wyglądać.

I niczego więcej już nie potrzebuję. Kiedyś wydawało mi się, że potrzebuję rozmów z nim, ale teraz czuję, że moje życie zupełnie go nie obchodzi, nigdy nie obchodziło, tylko wcześniej tego nie rozumiałam.

Nie chcę robić wbrew sobie tego wszystkiego, o co on prosi, ba, on nawet nie prosi, rozkazuje, a ja, w rewanżu, o nic nie proszę, moja jedyna prośba zderzyła się z jego „boję się”, „nie chcę”. Moje „chciałabym” i jego „nie chcę”…. Czemu nie umiem tak w drugą stronę… Boję się odebrać telefon od niego, bo nie będę umiała mu tego wszystkiego powiedzieć. Że nie chcę, że nie potrzebuję. Że to wbrew mnie samej.

Jednocześnie czuję, że to nie w porządku nie odbierać telefonów, nie oddzwaniać, że po tylu latach należy mu się jakieś wyjaśnienie. Więc waham się, czy napisać maila, waham się, czy wysłać sms, gdy zadzwoni, przecież nie życzy sobie maili ode mnie. Przecież smsów też zabronił.

Myślę, że przecież nie muszę się tłumaczyć, ale boję się, że gdy usłyszę jego głos, to znów nie będę umiała powiedzieć tego, co powinnam, że przytaknę, że powiem, że przyjadę.

Nie chcę tak.

Zasypiam w ramionach, które dają mi poczucie bezpieczeństwa. Szczęśliwa. Budzę się i już za nimi tęsknię. Uspokaja mnie świadomość, że wszystko, co na mnie spada, mogę z nim dzielić, że mnie wesprze, że jest, że kocha, stara się zrozumieć. A ja ciągle pod górkę, wbrew sobie, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nie mam już siły tak. Czuję się staro. Starzej. Ostatnie 10 lat tak mocno mnie zmieniło. Psychicznie i fizycznie. Nie umiem pogodzić się z fizycznymi zmianami. Wiem, że jestem kochana i akceptowana, ale sama nie umiem siebie takiej zaakceptować. Zanim się do siebie takiej przekonam, minie kolejne 10 lat i znów się zmienię, znów będę musiała zaakceptować samą siebie. To tylko fizyczność. Łatwiej mi się z nią pogodzić, niż z tym, że wewnętrznie nie jestem taka, jaką chciałabym być. Więc staram się, żeby mój obraz mnie zgadzał się z rzeczywistością. Znów próbuję. Jak od nowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s