Bezsennie

Nie mogę zasnąć. Opracowałam wszystkie zaległe dokumenty. Siedzę nad nowym zleceniem, choć zupełnie nie mam ochoty. Wczorajsza noc była trudna.

Cudowny wieczór z mężem. Jeszcze nie zdążyłam zasnąć w jego ramionach (on już spał), gdy zadzwonił telefon. Mama. Trzeba jechać do szpitala. W głowie tylko jedna myśl. Obudziłam męża. Ubrałam się, wyjechałam, on otworzył bramę. Jadąc po mamę zastanawiałam się, czy może to na przykład ona się źle poczuła i ją mam zawieźć.

Wsiadła do auta i powiedziała, że źle z tatą, że umiera, że reanimowali go już dwa razy. Ruszyłam, wszystko zaczęło się rozsypywać. Rozmawiałyśmy, że może nie zdążymy, powiedziałam, że jak mamy zdążyć, to będziemy. Że może jak dotrzemy, to już będzie w porządku. Jak dotarłyśmy, w pierwszej chwili pomyślałam, że za późno. Obniżone łóżko. Myślałam, że go nie ma, ale monitor pokazywał wysokie tętno i niskie ciśnienie. Zanim dotarłyśmy, reanimowali go jeszcze dwa razy. Usiadłyśmy na krzesełkach podanych przez pielęgniarki. W głowie przewijały się wszystkie znane modlitwy. Wstałam, żeby sprawdzić, czy jeszcze podają mu leki. Tętno 100. Ciśnienie 60 na 39. Respirator oddychał za niego. Zero własnych oddechów. Podeszłam do pompy, spojrzałam na dawkę, potem wzięłam go za rękę, szeptem powiedziałam: tato, jesteśmy tu z mamą, tato.. a on zaczął mrugać. Pomyślałam, że to tylko odruch, ale mama wstała, też zaczęła do niego mówić, otworzył oczy. Pielęgniarka, która to zobaczyła, nie mogła uwierzyć własnym oczom. A on otworzył oczy, słyszał, co do niego mówimy. Siedziałyśmy przy nim bardzo długo. Po jakimś czasie zwiększyli mu dawkę leku, ciśnienie podniosło się trochę. Wstałyśmy, mówiłyśmy do niego. Uznałyśmy, że trzeba wracać (u mamy został sam mój syn), pożegnałyśmy się z nim, a on patrzył na nas, ja miałam wrażenie, że dziwi się, dlaczego już idziemy, że chciałby, żebyśmy zostały.

Mąż nie spał. Spodziewał się tylko jednej wiadomości i zdziwił się. Zostały mu dwie godziny snu przed pobudką do pracy. Ja długo nie mogłam zasnąć. Za dużo emocji. Dziś byłam znów u taty, bardzo przytomny, opowiadałam mu o dzieciach, o działce, słuchał, bardzo przytomny. Ciśnienie wyższe, tętno niższe. Oddech nadal z respiratora, ale on taki bardzo kontaktowy. Wpada w coraz większe skrajności. Dziś boję się zasnąć, że nie usłyszę telefonu, że znów mama zadzwoni. Przecież wczoraj, jak byłyśmy u niego, też był bardzo kontaktowy, wszystko było na dobrej drodze.

Rano zadzwonił pan K. Pytał, czemu mam dziwny głos, jakbym była chora, opowiedziałam o ciężkiej nocy. Takie życie. On wyjeżdża. Wróci przed moim wyjazdem, ale powiedział, że z wyjazdu będzie dzwonił.

A ja patrzę na śpiącego męża. Wtulałam się w niego z poczuciem szczęścia, że go mam, że mam się do kogo przytulić, że daje poczucie bezpieczeństwa, że czuję się przy nim piękna, kochana, potrzebna, że tęsknię, kiedy nie ma go przy mnie, że spokojniej mi, kiedy jest na odległość ręki, głosu, kiedy czuję jego oddech, wtulam się w jego zapach.

Śpi. Dobrze, że śpi. Nie wiem, jaka będzie ta noc.

Idę opracować dokumenty do dużego zlecenia. Chcę kupić nowy laptop, choć część się zwróci. A skoro i tak nie mogę spać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s