Garść

Garść obserwacji, refleksji, taka zbieranina myśli i spostrzeżeń…

Bolący tył głowy. Kiedy w moich ustach znajduje się jego członek, za kolejnym ruchem głowy odkrywam, że boli, że to jakieś mięśnie, które wtedy pracują, bolą. Może to jest przyczyna… A może moje pływanie bez okularów, tak, żeby nie zanurzyć oczu, a złapać oddech. Nie wiem. Tak mi się pomyślało.

Kiedy moje usta znalazły się na jego jądrach i kiedy, rozpalona jeszcze emocjami po tym, jak chwilę wcześniej doszłam, rejestrowałam, że coś mówi, ale miałam wrażenie, albo chciałam takie mieć, że jest mu dobrze, zwiększyłam intensywność pieszczot i usłyszałam jego bardzo głośne auuuuuuuuuuuu – od razu oprzytomniałam, zrobiło mi się z jednej strony trochę głupio, że sprawiłam mu ból, a z drugiej, odezwałam się na głos, że właśnie wyszła na jaw moja prawdziwa natura, w głowie kłębiły się myśli, z jednej strony o tym, że mi przykro, bo go bolało, a z drugiej jakaś taka satysfakcja, przyjemność wręcz, wynikająca ze świadomości, że to ja sprawiłam mu ból. Nigdy nie myślałam, że ma myśl o tym, że komuś sprawiłam ból, moje usta będą się uśmiechać i ciężko mi będzie powstrzymać się od tego uśmiechu zadowolenia. Dziwnie tak o sobie dowiadywać się czegoś nowego. Do tej pory zdarzało mi się lekko go przygryzać, bardziej muskać paznokciami, niż drapać, po raz pierwszy chyba naprawdę sprawiłam, że fizycznie go mocno zabolało.

W drodze powrotnej powiedziałam, że teraz będę mieć wyrzuty sumienia, że zrobiłam mu krzywdę, powiedział, że spoko. Czyli, że możemy (chyba) do tego nie wracać. Ale mam wrażenie, że jakaś kolejna granica została przekroczona i że będę chciała znów ją przekroczyć. I kiedy wracałam z zakupów, myślałam sobie, że może to jest jakaś równowaga, rekompensata, sama nie wiem co, za ten mój rozkrwawiony tyłek, za ból, który wytrzymuję i o którym nie mówię. Nie wiem.

Przyjechał w krótkich spodenkach (takich do kolan) i koszulce, a chwilę wcześniej powiedział, że ma dziś służbowe spotkanie. Zdziwił mnie tym strojem, tak wakacyjnie się zrobiło. Ja w sukience i biustonoszu, w sandałkach. Nie zdążyłam założyć pończoch i nie wróciłam po nie, po tym, jak mi powiedział, że ma tylko 40 minut, ze względu na to spotkanie.

Zdziwił go brak pończoch. Trudno. Teraz mam zapasową parę w aucie. I kolejne zapasowe majtki też. Te z auta założyłam, zanim odjechaliśmy z lasu, przypominając sobie, że mam pojechać do sklepu, a sukienka jest mocno zwiewna i mogę skończyć, jak Marilyn Monroe.

Kiedy on zajmował się mną, podjechał samochód. On go zauważył. Z auta wysiadła rodzinka z dzieckiem i udali się w stronę lasu. Samochód odjechał. Dziwnie tak, mam nadzieję, że nie widzieli, co robiliśmy na tylnym siedzeniu. On błyskawicznie założył spodnie, ściskając bokserki w ręce przeszedł do przodu i udawał, że rozmawia przez telefon. Bez sensu zupełnie tak. Ja udawałam, że czegoś szukam, starając się nie patrzeć na tę rodzinkę.

A potem, tuż przed odjazdem z lasu, kiedy chciałam założyć te nieszczęsne majtki, wyszłam z auta, a on zauważył, że ktoś idzie. Wróciłam na siedzenie, ale majtki zdążyłam ledwo założyć powyżej kolan. Kiedy człowiek minął nas, znów wyszłam, uniosłam sukienkę, żeby swobodnie założyć majtki na właściwe miejsce i zastanawiałam się, czy on na mnie patrzy.

Wróciłam do auta. Odwiozłam go na parking przy cmentarzu. Zadzwonił mój telefon, zanim odebrałam, pożegnałam się z nim, pocałował mnie, prawie w usta, powiedział, że zadzwoni, odebrałam telefon z pracy, a na myśl o tym, że sprawiłam mu ból, znów zaczęłam się uśmiechać.

Czuję się zupełnie bezsilna. Z jednej strony mam dość takiego funkcjonowania, a z drugiej, po prostu nie umiem powiedzieć, że to koniec i przestać go widywać.

Kiedy w punkcie obsługi klienta oddałam sprzedawcy mój telefon, by sprawdził coś w jakiejś aplikacji, a on potem oddał mi go, zauważyłam, że na ekranie wyświetlił się komunikat aplikacji Clue: „You are estimated to ovulate today” – zastanawiałam się, czy sprzedawca też przeczytał ten komunikat. A jak przeczytał, to czy zrozumiał. A jak zrozumiał, to co sobie pomyślał.

Tona papierów czeka na sprawdzanie. Ale musiałam z siebie wyrzucić tę garść myśli, to coś, co we mnie się kłębi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s